Harry Potter i Niesamowicie Zorganizowany Osobisty Asystent

[M][T] urodzinowo dla Miss Black po raz trzeci (właściwie czwarty)

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Voldemortist » 9 cze 2011, o 23:19

Siostro moja droga! Wszystkiego drarrowego w dniu Twojego święta! Aby sesja lekką Ci była, rodzina mniej wkurzającą, czekolada wciąż tak wspaniałą, internet szybszym, etc., etc., etc. Słowem, tanjoubi omedetou!


Link do oryginału: Harry Potter and the Incredibly Organized Personal Assistant
Autor: megyal
Zgoda: Jest.
Beta: Aev. Padam do nóżek. Tak właściwie to możecie ją postrzegać jako współtłumaczkę. xD
Rating: PG


Harry Potter i Niesamowicie Zorganizowany Osobisty Asystent



Harry Potter był Bardzo Znaną Osobistością.
Jakby tego było mało, był Bardzo Zajętą Znaną Osobistością i miał już trzy lekkie załamania nerwowe w skutek ciągłego życia w stresie, zanim w końcu uległ namowom Hermiony i ogłosił, że poszukuje osobistego asystenta.
— To dlatego, że twoje życie jest nienormalne — powiedział Ron. — I nie, nie będę twoim osobistym asystentem. Rola najlepszego przyjaciela jest wystarczająco zwariowana.
W dniu przesłuchania kolejki do Sali Konferencyjnej imienia Rhesusa Pheezusa w Ministerstwie Magii były długie, hałaśliwe i pełne setek przepełnionych nadzieją czarownic (w większości) i czarodziejów, którzy kurczowo ściskali pergaminy ze swoimi kwalifikacjami.
Podanie każdego, kto powiedział „Panie Potter, jestem pana największym fanem” zostawało natychmiast zaklasyfikowane do grupy Nie Ma Mowy przez Rona, który rzucał wszystkim mordercze spojrzenia, przez lata doprowadzane do perfekcji.
— Trochę to przerażające — powiedział do reszty jeden z kandydatów drżącym głosem, gdy wyślizgnął się z sali konferencyjnej. — Wiecie, jego włosy są bardzo czerwone, a on się tak na ciebie patrzy. Popłakałem się. Troszeczkę.
— Przestań doprowadzać ich do łez — ostrzegł Rona Harry zmęczonym głosem, uderzając czołem o lśniącą powierzchnię długiego stołu. — Jeśli będą płakać, będę czuł się winny. A poczucie winy sprawia, że chce mi się jeść.
Oddychanie sprawia, że chce ci się jeść, Harry — powiedziała nieobecnym tonem Hermiona, układając podania w porządku alfabetycznym. — Pochłaniasz tyle, co przeciętny hipogryf. Następny!
Ron spojrzał groźnie na kolejnego kandydata, który wszedł do środka, jednak ten tylko uniósł jedną brew i z gracją opadł na krzesło przy końcu stołu.
Harry podniósł głowę i zamrugał.
— Malfoy?
— We własnej osobie — powiedział Draco Malfoy i płynnym ruchem różdżki przesłał swoje podanie Hermionie. Dziewczyna rozwinęła je, przeczytała i wyglądała, jakby zrobiło na niej wrażenie.
— Eee. Dlaczego chciałbyś zostać moim osobistym asystentem?
— Potrzebuję pracy. — Spojrzenie Malfoya było ostrożne, jednak bez nadmiernej wrogości. — I jestem dobry w asystowaniu.
— Zawsze myślałem, że to raczej ty jesteś typem osoby, która potrzebuje asystenta — prychnął Ron i jeszcze raz spróbował rzucić mu mordercze spojrzenie.
Malfoy odwdzięczył mu się pięknym za nadobne i, wbrew samemu sobie, Harry musiał przyznać mu za to punkt. Ron za swoje spojrzenia miał już ich na koncie sto siedemdziesiąt pięć, jednak to, które teraz rzucił mu Malfoy było całkiem niezłe.
— Myśl sobie co chcesz, Weasley, chociaż prawdę mówiąc, nie jestem do końca przekonany, czy twój mały móżdżek podoła tak trudnemu zadaniu.
— Będziesz musiał sobie dawać radę z tłumami piszczących fanów — zauważyła Hermiona.
— Znam dobry czar uciszający, działa nawet na szyszymorę — powiedział z przekonaniem Malfoy. — Piszczący fani to dla mnie żaden problem.
— Do tego Harry jest nieprzystosowany do życia w społeczeństwie, co często skutkuje popełnianiem przez niego wysoce nieeleganckich pomyłek…
— Hej!
— …więc będziesz musiał mu pomagać bezpiecznie przeprawiać się przez najeżone pułapkami ministerialne spotkania — zakończyła Hermiona, zupełnie ignorując wściekłe spojrzenie, które rzucił jej Harry. Za które, notabene, przyznał sobie punkt.
— Malfoyowie są kształceni w kwestii savoir-vivre’u — stwierdził Malfoy z zaskakująco słodkim uśmiechem, mimo że jego oczy błyszczały przebiegle.
— I, cóż, przede wszystkim nie możesz pozwolić mu na kolejne załamanie nerwowe — powiedział Ron, w końcu odpuszczając sobie próby zabicia Ślizgona wzrokiem. Malfoy wyglądał na zaskoczonego; spojrzał na Harry’ego niezmiernie zdumiony, jakby właśnie ujrzał go po raz pierwszy w życiu.
— Po prostu go nie zabij — ostrzegła Hermiona. — Bo wtedy my zabijemy ciebie. Potrzebujemy go.
— Jestem na zwolnieniu warunkowym. — Malfoy uśmiechnął się drwiąco, na powrót całkowicie przypominając siebie. Harry prawie podskoczył z radości, gdy to zobaczył; ten miły uśmiech sprzed chwili wstrząsnął nim do głębi. — To oczywiste, że skażę się na dożywocie w Azkabanie za zabicie naszego Bohaterskiego Chłopca. Trochę więcej zaufania, Granger.
— Bierzemy go — powiedziała energicznie Hermiona.
— Czekaj, co? — Harry gapił się na nią w oszołomieniu, ale dziewczyna tylko wzruszyła ramionami.
— Oprócz nas — wskazała na siebie i Rona — jest jedną z niewielu osób, które nigdy nie będą ci się podlizywały. Wiesz, że nienawidzisz ludzi, którzy ciągle się przed tobą płaszczą.
— I jelonków*, chociaż ja naprawdę nie wiem, co możesz do nich mieć — wtrącił Ron.
— Są podejrzanie słodkie — wymamrotał Harry. — I tak, nienawidzę, jak ktoś się przede mną płaszczy.
— Do tego on powie ci, kiedy będziesz robił z siebie głupka — zauważyła Hermiona.
— Myślę, że to będzie moja ulubiona część — stwierdził Malfoy z rozmarzeniem. — Jesteś głupi, Potter.
— Taak — powiedział sucho Harry i westchnął. — Dobrze, dostaje tę pracę. Ale jestem pewien, że to właśnie przez niego nabawię się kolejnego załamania nerwowego.
— Nie nabawisz — obiecał Malfoy z drwiącym uśmieszkiem błąkającym się po jego cienkich wargach. — Ja, Draco Malfoy, przysięgam, że dzięki mnie świat stanie się dla ciebie lepszym miejscem. Nawet jeśli teraz jakoś w nim egzystujesz, doprowadzasz się do szaleństwa, samym faktem, że żyjesz.
— Och, na brodę Merlina. — Harry znowu uderzył czołem w stół, a Malfoy wstał, poszybował do drzwi, otworzył je i wrzasnął:
— Wszyscy do domów! Dostałem tę posadę! Wynoście się, nic już tu po was!
— Wiesz, nigdy go nie lubiłem — powiedział Ron z zadumą — ale trzeba przyznać, że naprawdę potrafi się nieźle wydrzeć.
— Jeśli mnie zabijesz, zwolnię cię — zagroził Harry, na co Draco Malfoy zwyczajnie go wyśmiał.

* * *

Draco Malfoy był niesamowicie zorganizowany.
— To dlatego, że mam wyjątkowo podzielną uwagę — poinformował Pottera bardzo zadowolony z siebie, gdy tylko zaczął uporządkowywać życie Czarodziejskiego Bohatera z wytrwałością godną generała armii. — Kiedy miałem osiem lat, dostałem na wakacje pod swój nadzór całe skrzydło w Malfoy Manor.
— Nie wspominaj przy mnie o swoim cholernym dworze — warknął Harry. Draco przyglądał mu się długo z nieczytelnym wyrazem twarzy, po czym gwałtownie kiwnął głową.
— Niech będzie, Potter.
Draco Malfoy miał także przydomek Mur, ponieważ znakomicie blokował tych wszystkich podejrzanych typów, którzy chcieli dobrać się swoimi małymi, chciwymi paluchami do pokaźnego majątku Harry’ego Pottera.
Przykładowo:

Drogi Panie Potter,

Stowarzyszenie Młodzieży Widzącej Testrale ma na celu otoczenie opieką młodych ludzi, którzy mogą widzieć te stworzenia. Jak dobrze Panu wiadomo, testrale mogą być dostrzegane tylko przez tych, którzy mieli nieszczęście ujrzeć czyjąś śmierć. Piszemy do Pana tę petycję, aby prosić o pokaźny datek, ponieważ to, że nasza młodzież może teraz widzieć wspomniane wyżej stworzenia jest spowodowane Wojną, która, niestety, była napędzana niektórymi Pańskimi działaniami.

Oczekujemy Pańskiego patronatu,
Gravius Glutenu
Szef SMWT




Drogi Panie Glutenu,

jakby to zwięźle ująć?
Ach, tak: Nie.
Och, i niech pozwoli mi Pan wyjaśnić: Pańskie Stowarzyszenie nie jest umieszczone na liście Uprawnionych Stowarzyszeń Organizacji Charytatywnych, tak więc Pańska petycja jest wykroczeniem zgodnie z paragrafem 5.a Ustawy o Ochronie Bohaterów, który stwierdza, że do żadnego Czarodziejskiego Bohatera nie można wysyłać petycji, jeśli nie jest się zarejestrowanym i płacącym składkę członkiem. Petycja, o której mowa będzie traktowana jak próba rabunku podlegająca karze grzywny do czterdziestu tysięcy galeonów, dziesięciu miesięcy więzienia lub obu tym sankcjom.
Proszę zważyć, że kopie Pańskiego listu, a także tej odpowiedzi zostały już wysłane priorytetową sową do Wydziału od Spraw Defraudacji w biurze aurorów oraz prawników pana Pottera.

Z poważaniem,
Draco Tycjan Malfoy
Egzystencjalny Zarządca Pana Harry’ego Pottera


— Czekaj chwilę — powiedział Harry, gdy zobaczył to pismo. — Nie ma czegoś takiego, jak Ustawa o Ochronie Bohaterów.
— Nie? — Draco zabrał Harry’emu pergamin, szybko go rozwinął i podbił pieczątką, której Harry nigdy wcześniej nie widział, chociaż wyglądała całkiem oficjalnie i miała na sobie wypisane jego pełne imię i nazwisko, a także smoka, który opiekuńczo się wokół nich owijał.
Harry zmarszczył brwi.
— I… nie sądzę, żeby była też jakaś grzywna.
— Jak to możliwe. — Draco machnął ręką na sowę, która przysiadła przed tak zwanym domowym biurem Harry’ego znajdującym się na drugim piętrze domu przy Grimmauld Place. Podał jej kopertę, cicho coś szepcząc i machnął na nią, gdy wyleciała przez okno. — Już czas na lunch, tak?
I jestem praktycznie przekonany, że nie mam żadnych prawników — Cóż, oni tego nie wiedzą, prawda? — warknął Draco i rzucił mu bardzo nieprzyjemne spojrzenie. — Zapewniam cię, że już więcej nic o nich nie usłyszysz. Właśnie za to mi płacisz, a ja, do cholery, pozbędę się ich w taki sposób, jaki tylko uznam za najlepszy, zrozumiałeś?
— Czyli ślizgoński. — Harry odwzajemnił spojrzenie, jednak w jego oczach czaiło się lekkie rozbawienie wymieszane z zadowoleniem. — Dobra, dobra, zrozumiałem. Kontynuuj, Egzystencjalny Zarządco.
Gdy wychodził, po jego ustach błąkał się mały uśmiech.
Chwilę później, Draco spędził kilka minut na mówieniu sobie, że ma doskonale podzielną uwagę.
— Ja — powiedział głośno — jestem tak dobry, że wszystko jest zrobione jeszcze zanim do końca o tym pomyślę.
Powiedział też sobie, jakim jest profesjonalistą.
— Jestem najlepszym Osobistym Asystentem po tej stronie kanału.
A także, że wcale nie zaczynał bardzo lubić swojego szefa.
— Nienawidziłem go w szkole. Byliśmy po przeciwnych stronach — oznajmił twardo pustemu pokojowi. — To, że jest zupełnie inny niż myślałem i że uratował mi życie nie ma nic do rzeczy, dalej uważam, że jest głupi. Jest… jest zdecydowanie zbyt dobroduszny. Mogę się założyć, że tylko udaje.
(Cóż, Harry Potter był życzliwy aż do przesady, i właśnie dlatego potrzebował kogoś takiego jak Draco, kto ściągałby go na ziemię i ratował jego pieniądze. A właściwie to pieniądze Blacków, które technicznie rzecz biorąc powinny należeć do Draco, więc on je tylko odzyskiwał, dziękuję bardzo. Rzecz w tym, że Potter lubił je rozdawać, prawdopodobnie tylko po to, by drażnić Draco, co było po prostu nie do przyjęcia.)
— I jest zbyt ograniczony umysłowo.
(A to dlatego, że Potter miał ten nieszczęsny gryfoński nawyk wpędzania się w bardzo niebezpieczne sytuacje, przy czym tak się skupiał na pomaganiu innym, że zapominał zająć się samym sobą. Draco już nie raz musiał praktycznie zmuszać tego dupka, żeby coś zjadł lub wypił.
— I dla własnego dobra nie powinien być aż tak umięśniony.
(Hmm. Na… na to stwierdzenie tak naprawdę nie było żadnej dobrej obrony.)
— Ja — powiedział Draco tonem skazańca — jestem kompletnie porąbany.

***

I tak Draco kontynuował bycie Niesamowicie Zorganizowanym Osobistym Asystentem Pottera.
A przynajmniej tak właśnie mówił o nim Harry:
— Proszę to dać mojemu Niesamowicie Zorganizowanemu Osobistemu Asystentowi…
— Egzystencjonalnemu Zarządcy — syczał Draco, gdy tylko był w zasięgu słuchu.
— … a ja zajmę się tym tak szybko, jak tylko będę mógł.

***

To Draco organizował bożonarodzeniowe przyjęcia Harry’ego.
— Wydaję przyjęcie z okazji Bożego Narodzenia? — pytał zdezorientowany Harry, podczas gdy dekoracje latały dookoła niego.
Tak czy siak, były to znakomite przyjęcia, a ulubioną grą wszystkich był Niegrzeczny Mikołaj.
W Niegrzecznego Mikołaja grało się u Harry’ego w ten oto sposób:

1. Draco wyciągał prezent z wielkiego, czerwonego worka Świętego Mikołaja.
2. Kiedy przychodziła kolej Rona, miał on do wyboru: wziąć coś z worka, albo zabrać prezent komuś innemu.
Ron zabierał prezent Draco, tylko po to, żeby zobaczyć, jak Malfoy się wścieka.
3. Draco będzie musiał znowu wybierać, więc pewnie weźmie prezent Harry’ego.
3a. Harry zabierze prezent Hermionie.
3b. Hermiona Ronowi.
3c. Ron znowu Draco.
4. A Draco się wścieknie.

I tak w kółko.

***

To Draco pamiętał o Urodzinach i Innych Ważnych Okazjach.
— Dziękuję za prezent z okazji rocznicy — powiedziała Ginny Harry’emu pewnego dnia, gdy spotkała go na Pokątnej. Jej oczy błyszczały. — Dean i ja naprawdę dobrze się dzięki niemu bawimy.
— Cała przyjemność po mojej stronie, Gin — odpowiedział Harry z łaskawym uśmiechem przyzwyczajony już, że Draco zajmował się wszystkimi prezentami. Zapyta tylko, gdy zobaczy go następnym razem:
— Co im, do cholery, kupiłeś?

***

Kiedy Harry był na jakiejś uroczystości, Niesamowicie Zorganizowany Osobisty Asystent nie odstępował go nawet na krok, szepcząc mu do ucha imiona najważniejszych polityków, gdy tylko się pojawiali, a także niektóre anegdotki na ich temat. Wszyscy zauważyli przemianę Harry’ego z chłopca, który najchętniej tylko ukrywałby się gdzieś w kącie, w młodego mężczyznę — eleganckiego, traktującego prawie wszystkich z robiącą wrażenie uprzejmością, ze znakomitym wyczuciem stylu panującego w czarodziejskim świecie.

***

To Draco ubierał Harry’ego na jego pierwszą randkę z innym mężczyzną.
— Ta nie — powiedział, nawet nie patrząc na Harry’ego, gdy wyszedł ze swojego przytulnego domowego biura na Grimmauld Place. — Ta zielona szata też nie.
— A co sądzisz o tej?
— Na niebiosa, nie.
— Nawet nie spojrzałeś!
— Mogę usłyszeć porażkę.
— Dobra… ta?
Draco wreszcie zgodził się podnieść głowę i przyjrzeć z lekko zmarszczonymi brwiami wspaniałej kasztanowej szacie. Pasowała idealnie i Harry wyglądał w niej oszałamiająco.
— Ujdzie — powiedział w końcu niechętnie Draco. — Baw się dobrze.

I, chociaż Harry nic o tym nie wiedział, to Draco groził wszystkim, z którymi Harry się umawiał, mężczyznom i kobietom, wymuszając na nich podpisanie umów o poufności.
— Jeśli zobaczę w gazecie choć jedno słowo o tym, jak spędziłeś z nim czas — mówił Draco przez kominek z paskudnym uśmieszkiem — to zapewniam cię, że dokopię się do każdego sekretu, którego nigdy nie chciałeś wypuścić na światło dzienne, a potem zadbam o to, żeby cały świat poznał twoją hańbę. To nie jest pusta groźba. Już mam pod ręką cztery… Widzę, że mi nie wierzysz. Cóż, co powiesz o tym incydencie z psidwakiem trzy lata temu? …Cudnie, dziękuję za współpracę.
Harry zaczął mawiać z niedowierzaniem:
— Nigdy nie sądziłem, że nadejdzie dzień, w którym będę potrzebował w swoim życiu Draco.
Podczas gdy Ron robił miny, a Hermiona uśmiechała się pobłażliwie, Draco czuł się jednocześnie uszczęśliwiony i poirytowany tym stwierdzeniem.

***

Prawdopodobnie nieuniknione było, że pewnego dnia Niesamowicie Zorganizowany Osobisty Asystent Harry’ego Pottera zostanie porwany i to właśnie wtedy, kiedy był w trakcie planowania egzystencji swojego szefa.
— Jak dużo za niego zażądamy? — Draco usłyszał, jak jeden z porywaczy spytał drżącym głosem, gdy rzucono go na brudną posadzkę pokoju, którego nie był w stanie zobaczyć, ponieważ zakryli mu oczy.
Ręce miał związane za plecami, ale mógł wyczuć piaszczystą powierzchnię podłogi, na którą został przewrócony.
— Milion galeonów?
— Jestem wart o wiele więcej — powiedział Draco wyniośle, ale ponieważ usta miał zakneblowane, jedynym co się z nich wydostało było:
— Mm mm mm mmm mm mm mmmo.
— Potter dałby więcej, jestem pewny — zamyślił się kolejny. — W końcu czego się nie robi dla swojego kochanka.
— Co? — próbował krzyczeć Draco. — Jestem jego Egzystencjalnym Zarządcą!

***

Oczywiście, ponieważ Harry był teraz zupełnie uzależniony od zorganizowanego życia (i nie był pewien, gdzie powinien pojawić się w środę rano, bo Draco miał jego plan dnia wepchnięty w którąś z kieszeni swojej szaty), podążył za śledzącym czarem, który rzucał na wszystkich swoich przyjaciół i wparował heroicznie do środka.
W sumie Draco nie mógł nic zobaczyć, więc tylko przypuszczał, że jakaś doza heroizmu się tam pojawiła. W końcu to był Harry.
Słychać było trochę krzyków, parę klątw, śmierdzących jak palone włosy, przemknęło Draco przed nosem, a potem usłyszał Harry’ego krzyczącego jego imię.
— Niech dzięki będą Merlinowi — usłyszał, jak Harry wzdycha. Po chwili mężczyzna pomógł mu podnieść się do pozycji siedzącej i rozwiązał mu ręce. Materiał zasłaniający jego oczy nagle zniknął i Draco zamrugał na widok zmartwionej miny Harry’ego.
— Będziesz potwornie spóźniony na spotkanie z ministrem o dziesiątej piętnaście, ty głupi człowieku. Mogłeś mnie uratować później — zamierzał powiedzieć Draco swoim najbardziej łajającym tonem, ale Harry właśnie go całował. Bogowie, to był naprawdę bardzo miły pocałunek — intensywny, badawczy, obezwładniający i taki… w stylu Harry’ego. Draco nie mógł przestać się na niego gapić, gdy oderwali się od siebie, z zaskoczeniem zauważając, że jego policzki się zaczerwieniły.
— Co teraz mam? — spytał Harry wciąż zarumieniony, ale uśmiechał się do Draco pomagając mu wstać.
— Dziesiąta piętnaście. Spotkanie z ministrem — udało się wykrztusić Draco.
— Chodź. — Ręka Harry’ego objęła go w pasie zaborczym gestem. — Potrzebuję cię.
— Tak — powiedział Draco rozmarzonym, chwiejnym głosem, na którego samo wspomnienie Harry w przyszłości parskał śmiechem. — To dlatego, że jestem twoim Niesamowicie Zorganizowanym Osobistym Asystentem.
— Och, obawiam się, że jesteś kimś ważniejszym, mój Egzystencjalny Zarządco — powiedział Harry i przyciągnął Draco bliżej, cały czas się uśmiechając. — O wiele, wiele ważniejszym.

fin





*Gra słów: fawn — płaszczyć się, podlizywać, ale także fawn — jelonek
Ostatnio edytowano 22 sie 2012, o 18:21 przez Voldemortist, łącznie edytowano 1 raz
"Krawiec, jeden z pierwszych krawców, Polak, wysilił się i prawdziwie zadziwiającym sposobem jestem zgrabny - ale te trzewiki, te mnie zabijają, a bez nich ani się pokazać."
~Juliusz Słowacki
Voldemortist Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 440
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:56
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Miss Black » 10 cze 2011, o 00:32

Kochana moja! Sis najdroższa! Po tych popiskiwaniach w słuchawkę pewnie domyśliłaś się, że to maleństwo przypadło mi do gustu, ale Aev jeszcze nie wie. Merlinie! Jakim cudem Wy to wynalazłyście?! I skąd Ty, u diabła, tak dobrze wiesz, co ja lubię? Przecież to idealna kombinacja wszystkiego, co wielbię w drarry! Najpierw Harry - ten nasz nieco niezorientowany Harry, by nie użyć bardziej dosadnych określeń, ale za to jaki prawy, słuszny, gryfoński i święcie przekonany, że dobro musi zwyciężyć. Potem Ron - wersja, jaką wielbię najbardziej. Taki Ron trochę jak z "Włosów", ciut mądrzejszy niż Harry i z tym rowlingowskim darem rzucania powalających komentarzy: "— Wiesz, nigdy go nie lubiłem — powiedział Ron z zadumą — ale trzeba przyznać, że naprawdę potrafi się nieźle wydrzeć.". Grunt to zawczasu zaskarbić sobie szacunek Weasley'a, czyż nie? :lol2: I wreszcie Draco! Miód na moje serce. Już w tym momencie: "Ron spojrzał groźnie na kolejnego kandydata, który wszedł do środka, jednak ten tylko uniósł jedną brew i z gracją opadł na krzesło przy końcu stołu." miałam ogromnego banana na twarzy. Kocham, kocham, kocham! Ślizgoński i swój do szpiku kości, a rozmowa z potencjalnym chłopakiem Harry'ego sprawiła, że płakałam ze śmiechu. Dosłownie tym razem! I zwolnienie warunkowe! No czemu nikt na to jeszcze nie wpadł?! Najpierw: zaraz, ale jak to? Niby skąd Draco na warunkowym?! A potem dziki śmiech i blat. Przecież to się samo prosi! Ach, i absolutna perełka ever:
"— Jak dużo za niego zażądamy?
— Milion galeonów?
— Jestem wart o wiele więcej — powiedział Draco wyniośle.".
No kwintesencja jego osobowości! A potem Harry z gniewną miną sprawiedliwości, w kłębach dymu i stosowną muzyką w tle wkracza i ratuje Draco. Perfekcja miniaturki. Rodzaj tekstów, które uwielbiam i które zawsze będą u mnie wywoływać skok endorfin. Ciekawe, czy to podpada pod paragraf?
Ach, i że mam urodziny, to pozwolę sobie na wrzucenie perełek. O. I nawet użyję quota!
— Przestań doprowadzać ich do łez — ostrzegł Rona Harry zmęczonym głosem, uderzając czołem o lśniącą powierzchnię długiego stołu. — Jeśli będą płakać, będę czuł się winny. A poczucie winy sprawia, że chce mi się jeść.

Tu już chichotałam, ale przy tym... No sami widzicie! :hahaha:
— Oddychanie sprawia, że chce ci się jeść, Harry — powiedziała nieobecnym tonem Hermiona, układając podania w porządku alfabetycznym.

No i to! W końcu dla Harry'ego Pottera nie ma rzeczy niemożliwych! :lol2:
— Jeśli mnie zabijesz, zwolnię cię.

A tu się rozpłynęłam. I tak się zastanawiam, czy ktoś by się obraził, jakbyśmy ten znak wykorzystały w słusznych celach propagowania drarry.
(...)odbił pieczątką, której Harry nigdy wcześniej nie widział, chociaż wyglądała całkiem oficjalnie i miała na sobie wypisane jego pełne imię i nazwisko, a także smoka, który opiekuńczo się wokół nich owijał.

A tu już nie sposób się nie uśmiechnąć. Od razu widać, że tekst przeszedł przez pewne konieczne standardy bety. Jedno krótkie zdanie i wszystko jasne:
— Dziękuję za prezent z okazji rocznicy — powiedziała Ginny.

Ach, i kolejna perełka:
Cóż, Harry Potter był życzliwy aż do przesady, i właśnie dlatego potrzebował kogoś takiego jak Draco, kto ściągałby go na ziemię i ratował jego pieniądze. A właściwie to pieniądze Blacków, które technicznie rzecz biorąc powinny należeć do Draco, więc on je tylko odzyskiwał, dziękuję bardzo.

Oficjalnie to cudo wędruje do mojej najulubieńszej dziesiątki. I ile w nim rzeczy do naszych cytatów! Dziękuję raz jeszcze :) Wyszło Wam świetnie, dziewczyny. Bardzo, bardzo świetnie. :oczy: Tak, wiem - przekryzysować też nie istnieje.
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez nataliiee » 11 cze 2011, o 00:30

Jeden komentarz? W dodatku od solenizantki, siostry tłumaczki? Przecież ten fick jest boski! :D
Przyznawanie punktów za mordercze spojrzenia było super!
Ale mało drarry w tym drarry! Jeden marny pocałunek? :P
Draco Malfoy był niesamowicie zorganizowany.
— To dlatego, że wyjątkowo podzielną uwagę — poinformował Pottera bardzo zadowolony z siebie
Zginęło gdzieś mam ;)

Z poważaniem,
Draco Tycjan Malfoy
Był już Adonis, teraz Tycjan. Pozostaje nam tylko czekać na Erosa :hahaha: (tylko mi nie mówcie, że już był)

Drogi Panie Glutenu,

jakby to zwięźle ująć?
Ach, tak: Nie.
Poważne urzędowe pismo :lol:

to był naprawdę bardzo miły pocałunek — intensywny, badawczy, obezwładniający i taki… w stylu Harry’ego.
Uuu. Dobry ma wywiad ten Malfoy :P
Tylko w tym ficku Draco po porwaniu i leżeniu na brudnej posadzce idzie na spotkanie z ministrem :devil:
Naprawdę zajebiste tłumaczenie. Miałam niezły ubaw :lol2:
Nienawidzę komentować...
nataliiee Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1627
Dołączył(a): 1 sty 2011, o 19:02
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Alexisus » 11 cze 2011, o 17:08

Epickie. Miałem naprawdę ubaw, gdy czytałem to tuż po tym, jak skończył się nie do końca pozytywny rozdział w Red Hills. Poprawiło mi to i tak całkiem niezły humor wczoraj i to było takie so sweet, że poprawiło <3.
Ale tak szczerze, to mam pytanie - Draco serio miał drugie imię? I jeśli miał, TO JAK ONO W KOŃCU BRZMIAŁO? Widziałem już Severusa, Lucjusza, Adonisa (epickie!), teraz jest Tycjan...

Ja chcę więcej takich pisarskich perełek, jak to! Czuję niedosyt.
Wiem, że komentarz bardzo nieskładny i w zasadzie nie wnosi on nic do całokształtu, ale żeby cytować co lepsze musiałbym chyba zaznaczyć cały tekst i wypowiadać się co do każdego słowa, a do tego zabrakłoby mi wręcz miejsca.
Jestem wdzięczny za poprawę mi humoru, bo już niewiele rzeczy i osób to potrafi.

Jestem pod wrażeniem i nagle świat stał się jakiś piękniejszy :seksi:
Chcesz sprawdzić, jak bardzo jestem męski?
Alexisus Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 219
Dołączył(a): 23 gru 2010, o 02:57
Lokalizacja: Białystok

Postprzez uśmiech_zabity » 11 cze 2011, o 18:42

Harry Potter i Niesamowicie Zorganizowany Osobisty Asystent zawiera w sobie wszystkie elementy, które w opowiadaniach lubię najbardziej: genialne kreacje postaci - od Rona poczynając, na Draco kończąc, nieszablonową fabułę, absurdalny humor i ogromną dawkę optymizmu. Więcej mi do szczęścia nie trzeba. Naprawdę, całe opowiadanie czyta się z uśmiechem na ustach. Co drugie zdanie wywołuje niepohamowany chichot, poziom endorfin gwałtownie wzrasta i... życie staje się lepsze :).
Żałuję tylko, że to miniaturka - tak genialne teksty powinny być dłuższe! To moje jedyne zastrzeżenie :).
Naprawdę bardzo mi się podobało. Bardzo, bardzo, bardzo! :)

Wielkie podziękowania dla Voldemortist za tłumaczenie i Aev za betę. Genialna robota! Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będziecie współpracować przy kolejnych tłumaczeniach.

MB, zazdroszczę siostry! :)

Pozdrawiam,

uśmiech
Obrazek
uśmiech_zabity Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 306
Dołączył(a): 13 lut 2011, o 21:27

Postprzez sara_te » 22 cze 2011, o 05:49

Szkoda, że to takie krótkie było :( Naprawdę mi się spodobało! Przesłuchanie kandydatów było genialne i nieźle się uśmiałam, czytając nie tylko ten konkretny fragment ;)

Co do drugiego imienia Dracona - wydaje mi się, że Abraxas? Ale nic sobie za to uciąć nie dam. Na pewno jednak miał drugie imię: takie to było rowlingowskie.

A pierwsze miejsce w kategorii najlepszy tekst tej miniaturki otrzymuje... <werble>

— Jeśli mnie zabijesz, zwolnię cię — zagroził Harry, na co Draco Malfoy zwyczajnie go wyśmiał.


Pozdrawiam,
S.
sara_te Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 10
Dołączył(a): 20 cze 2011, o 13:46
Lokalizacja: WrocLove

Postprzez Michiru » 22 cze 2011, o 22:49

Genialne! Draco Malfoy jako Niesamowicie Zorganizowany i w dodatku Egzystencjalny Asystent kładzie wszystkich na łopatki :D Biedny Harry, nie mam pojęcia, jak on mógł w ogóle żyć bez takiej pomocy. Szkoda, że nie zakumplowali się wcześniej, w szkole pewnie Draco bardzo by się przydał Złotemu Chłopcu, mógłby mu nawet wypady na Voldzia ustawiać :P Ale tak serio, Vol, zrobiłaś kawał świetnej roboty. Twoje tłumaczenie jest boskie, a ja życzyłabym sobie, żeby się pojawiało takich jeszcze więcej spod twojej klawiatury. Wybór ficka też świetny, naprawdę idealny tekst na (w moim przypadku) rozluźnienie i zrzucenie z siebie sesyjnego stresu. Wiem, że to prezent dla MB, ale mimo wszystko wielkie ci dzięki, że mogłam to przeczytać i że przyczyniłaś się do poprawy mojego samopoczucia.

A to moje perełki z tego tekstu:
— Czekaj chwilę — powiedział Harry, gdy zobaczył to pismo. — Nie ma czegoś takiego, jak Ustawa o Ochronie Bohaterów.
— Nie? — Draco zabrał Harry’emu pergamin, szybko go rozwinął i podbił pieczątką, której Harry nigdy wcześniej nie widział, chociaż wyglądała całkiem oficjalnie i miała na sobie wypisane jego pełne imię i nazwisko, a także smoka, który opiekuńczo się wokół nich owijał.
Harry zmarszczył brwi.
— I… nie sądzę, żeby była też jakaś grzywna.
— Jak to możliwe.

— A co sądzisz o tej?
— Na niebiosa, nie.
— Nawet nie spojrzałeś!
— Mogę usłyszeć porażkę.


A to już przechodzi najśmielsze pojęcie:
— Ja — powiedział Draco tonem skazańca — jestem kompletnie porąbany.


Dzięki, dzięki, dzięki!
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez Evey » 2 lip 2011, o 15:47

Haahaha, co za świetna komedia. Rzadko zdarza mi się naprawdę mieć z czegoś ubaw. Świetny pomysł, tak samo dobre kreacje postaci. Harry jak to Harry, bohater, który nie ma czasu zjeść, oraz Malfoy, wokół którego wszystko ma być tak idealne jak jego włosy. Wybór takiego tekstu to naprawdę niezły prezent urodzinowy ;)
Ładne tłumaczenie, naprawdę ładne. Dopracowane, poprawne, żadnych zgrzytów brzmiących na dosłowne kalki. Wszystko wygląda też "gładko", a przy humorystycznym opowiadaniu napewno było coś, nad czym trzeba było się pogłowić przy przekładzie.
Ach, ogólnie jestem radośniejsza odrazu po przeczytaniu takiego małego rozbawiacza. Więcej takich tekstów :)
Pozdrawiam, Evey
Nasza miłość na pewno wciąż trwała, ale po prostu była bezużyteczna, [...] bezwładna w nas, jałowa jak zbrodnia lub potępienie. Była tylko cierpliwością bez przyszłości i upartym czekaniem.
A. Camus, Dżuma
Evey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 327
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 11:39
Lokalizacja: Kraków


Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości