[M] Ślizgońska Opowieść Wigilijna

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Widzimisie » 1 lis 2010, o 19:34

Był to tekst na pojedynek, ale z mojej winy nic nie wyszło. Chciałam być fair wobec Rywalki - Tinuviel (gratulacje) i wkleić swój przegrany i gorszy (jestem po przeczytaniu Twojego dzieła) tekst. Zapraszam do lektury i jeszcze raz przepraszam.

Tekst poprawiony, dzięki błędom wyłapanym przez Kasię. Dziękuje, nie wiem jak mogłam nie zwrócić na to wszystko uwagi.

Ślizgońska Opowieść Wigilijna.


Draco nienawidził świąt! Jedną z niewielu części, jaką mógł znieść, było oczywiście rozdawanie prezentów. Kolejną przyjemną część stanowiły żarty przy rodzinnym, świątecznym stole. Jego ulubioną historią była ta o wuju Diktensie, który na święta ofiarował swojej żonie magicznego psa, który później okazał się być wesołym animagiem, z którym zresztą cioteczka Meti miała później romans. Najbardziej podobała mu się ta część o przypinaniu jego części ciała jako ozdób na choinkę. Rozkosznie. Malfoyowie stanowili mściwy ród i nie pozwalali sobie na zniewagi. Jednak jeśli ktoś ich obraził, po prostu usuwano świadków.
Draco nadal przebywał w Hogwarcie. Chciałby już być w domu i móc pojeździć trochę na nartach. Właściwie, pozostał jeszcze miesiąc szkoły, ale śnieg za oknami szybko wprawił wszystkich w świąteczny nastrój. Po wieczornej dawce złośliwości, przekazanej swoim współlokatorom, poszedł spać. Obudziło go jakieś pukanie.
- Wyłączcie to.
Sygnał nie ustawał.
- Wyłączcie, do cholery.
Dźwięk zamienił się w łomotanie i Ślizgon stwierdził, że lepiej będzie, jak otworzy te piekielne drzwi i przemówi do rozsądku pięścią osobie za nimi, skoro jego gniewny ton nie wystarczy.
Jednak gdy otworzył oczy, zauważył, że nie jest już w swoim zwykłym pokoju, a przed nim stoi jego własna Matka. Jej suknia ciągnie się za nią po ziemi, jest jednak przezroczysta.. Draco zamrugał, jednak dziwny obraz dalej się przed nim malował, a kobieta patrzyła na niego smutnym wzrokiem.
- Matko? Co ty robisz w Hogwarcie?
- Nie jestem twoją matką i jestem śmiertelnie poważna. - Przemówiła melodyjnym głosem. - Jestem duchem minionych świąt i chcę ci pokazać, co straciłeś.
Chłopakowi zaczęło kręcić się w głowie i już po chwili znajdował się na stacji kolejowej. Widział siebie, jako małego chłopca, z niecierpliwością kręcącego się między matką a ojcem. Po chwili jego oczy rozszerzyły się i zaczęły świecić. Wypatrzył Pottera. Z tamtych czasów Draco pamiętał właściwie tyle, że miał niezdrową obsesję na punkcie tego Gryfona. W miarę upływającego czasu, uzależnienie Harrym zniknęło. Tak mu się przynajmniej wydawało. Zjawa złapała go za rękę, i nagle obraz przed jego oczami zmienił się. Teraz widzi siebie i Pottera, walczących w samotności. Czuł, że duch nie pozwoli mu ominąć tego wspomnienia. Odwrócił się plecami, ale i tak dialog i wydarzenia pamięta jakby to było wczoraj...
- No Malfoy! Tylko na tyle cię stać? Straciłeś siłę, kiedy twoich ochroniarzy nie ma z tobą? - Głos Pottera ociekał sarkazmem. - Strach cię obleciał? - wyszeptał.
- Jesteś ostatnią osobą, której mógłbym się bać - krzyknął Draco i wywrócił chłopaka na ziemię.
Brunet zaśmiał się cicho.
- Grasz nieczysto? - Na widok jego uśmiechu Ślizgona przebiegł dreszcz. - Dostosuję się do twojego stylu.
Zanim blondyn się obejrzał, Gryfon skutecznie unieruchomił jego nogi i położył się na nim, przytrzymując mu nadgarstki nad głową. Draco próbował się wyrwać, ale brunet był od niego większy i silniejszy.
- Malfoy, Malfoy... Co by tu z tobą zrobić? - Głos Pottera był sadystyczny jak nigdy i Draco zaschło w gardle. Coś we wzroku Gryfona kazało mu myśleć, że chłopak ma zamiar się nim bawić.
- Nic ze mną nie rób. Potter. - Draco czuł ciepło bijące od leżącego na nim ciała i wolał skończyć to, zanim jego niezdrowa fascynacja bunetem wróci ze zdwojoną siłą.
Harry zachichotał.
- Jak to nic nie robić? Przecież Ty mnie tu zwabiłeś... Na pewno nie bez powodu. - Wścieklezielone oczy wbiły się w pełen strachu, szary wzrok. - Może chciałeś, żebyśmy skończyli leżąc na sobie - Gryfon zniżył głos do szeptu. - Draco?
Kiedy Ślizgon usłyszał swoje imię wypowiadane z taką pasją, nie mógł zrobić nic innego, jak wysfobodzić jedną ze swoich rąk, złapać za włosy niczego nieświadomego bruneta, poderwać własne ciało do góry i połączyć ich w pocałunku. Usta Harrego były lodowate, ale czuł ciepło bijące od jego policzków, smakował świeżym sokiem z jabłek i cynamonem.

Wizja skończyła się w momencie, gdzy Harry nieśmiało oddał pocałunek.
- Czemu mi to robisz? - zapytał zjawę. Ta jednak siedziała z grobową miną obok niego i wpatrywała się w nowy obraz malujący się przed ich postaciami...

- Czemu mi to robisz?! - Oczy Gryfona były napełnione łzami gniewu. - Oddałem ci moje cholerne serce, ty chwile się nim pobawiłeś, a teraz tak po prostu mi je zwracasz?! Pełne ciebie?!
- Harry, to nie tak, że nic do ciebie nie czuję. Po prostu to nie jest związek, na jaki są przygotowani moi krewni. Nie tego oczekują od dziedzica.
- Miesiąc temu mówiłeś co innego.
- Miesiąc minął.
- Jeśli byłem dla ciebie tylko krótką przygodą, to rzeczywiście nie mamy o czym rozmawiać. - Głos bruneta stał się zimny.
Trzasnęły drzwi.


Przed oczami zmaterializował się pokój Ślizgona, jego uszy na powrót wypełniło chrapanie współlokatorów. Draco uznał to za kolejny sen. Miał wiele koszmarów, od kiedy zerwał z Gryfonem. Ich związek nie miał szans, po prostu to wiedział. Bardzo pragnął dać brunetowi szczęście. Wiedział jednak, że nie jest odpowiedni dla bohatera, tak samo jak bohater nie był materiałem na chłopaka czarnego charakteru. Z rozmyślań wyrwała go ponura postać, wpatrująca się w niego wielkimi, piwnymi oczami.
- Jestem duchem świąt teraźniejszych. - Dziecięcy głos wypełnił pomieszczenie. - Muszę ci coś pokazać.
Zjawa poprowadziła go przez kilka domów jego przyjaciół. Pokazała jak mama Zabiniego szykuje ciasteczka, a jego młodsza siostra, Tracy, wraz z ojcem ubiera choinkę. Kolejnym odwiedzonym domem była rezydencja Pansy Parkinson. Draco był świadkiem pakowania prezentów. Nawet w domach Crabbe'a i Goyle'a panował świąteczny nastrój.
Następnie duch zaprowadził go do jego rodzinnej rezydencji. W środku zastał ojca torturującego jakąś niewinną istotkę i matkę machinalnie kierującą skrzatami ozdabiającymi dom.
Zjawa była niezwykle milcząca, przypatrywała się scenom z zimną obojętnością. Serce Draco zamarło, gdy zrozumiał, że on tak samo patrzył tamtego dnia na Harrego.
Duch spojrzał na niego nieobecnym wzrokiem, złapał go za dłoń i po chwili, której Ślizgon nie umiał umiejscowić w czasie, znaleźli się w pokoju. Duch wyparował...
Na następny atak, blondyn był gotowy. Przygotował sobie różdżkę i miał zamiar rzucać czary, nie zważając na szkody. Jego ręka zmroziła się jednak, gdy do pokoju wkroczył Dementor. Draco przybliżył się do ściany, jak mógł najbardziej. Jednak mroczna postać podążała za nim płynnie. Kiedy Chłopak mógł już obserwować własny, nierówny oddech, zgniła dłoń Dementora ujęła jego własną. Gdy otworzył oczy, wpatrywał się w ziemię. Był na cmentarzu, na którym właśnie trwał pogrzeb. Ceremonia wydawała się dziwna, przede wszystkim dlatego, że jedynymi obecnymi byli kapłan i mała, skulona postać. Draco podszedł do trzęsącego się człowieka. Zajrzał głęboko w jego zielone oczy. Jednak wzrok chłopaka był skupiony na jakimś innym punkcie.
Draco Malfoy
Jego nagrobek. Jego pogrzeb. A jedyną przybyłą osobom, okazała się ta, którą on sam ignorował. Nagle za chłopakiem pojawił się Dementor. Jego widmowy palec trącił czoło Draco, a słowa zaczęły przelewać się do jego głowy.
Jeśli nie zmienisz nic w swoim zachowaniu, tak właśnie będzie wyglądała twoja przyszła gwiazdka. Musisz zrozumieć, że w życiu jest kilka rzeczy ważniejszych niż duma i odnalezienie ich jest błogosławieństwem a nie potępieniem. Ciepło rodzinne, miłość, przyjaźń... Całe życie odmawiałeś sobie tych dóbr. Czas najwyższy sięgnąć po któreś z nich, bo zranisz więcej niż jedno ludzkie życie.
- Draco, szefie. - Goyle był już bliski popłakania się, gdy nagle Malfoy otworzył oczy. - Nareszcie! Nie mieliśmy pojęcia, co robić! Nagle zacząłeś krzyczeć i nas obudziłeś, a teraz to już jest późno i nawet powinniśmy wstawać, i...
- Goyle. Crabbe. Wesołych Świąt, to już niedługo, prawda? - Ton Draco był spokojny, ale jego oczy świeciły jak w gorączce. - Czy jest już pora śniadania?
- Tak, szefie, znaczy, czekaliśmy na ciebie, aż wstaniesz, żeby iść razem! - Goyle dumnie wyprężył pierś.
-Tak, dziękuję. - Głos blondyna był nieobecny. - Ale mam coś do załatwienia, idźcie sami.
Draco schował się w miejscu, które z Harrym zawsze wybierali jako kryjówkę. W Pokoju Życzeń. Chcę do miejsca, które Harry Potter będzie czuł, że musi zaraz odwiedzić. Chcę do miejsca, które Harry Potter będzie czuł, że musi zaraz odwiedzić. Chcę do miejsca, które Harry Potter będzie czuł, że musi zaraz odwiedzić. Ślizgon poczuł ukłucie ulgi, gdy w ścianie pojawiły się drzwi. Teraz pozostaje mu tylko czekać.
Po wejściu do pokoju w oczy rzuciła mu się wielka, złota wanna wbudowana w ziemię. Ściany pomieszczenia były pokryte czarnymi kafelkami. Draco postanowił zrobić Gryfonowi na wejście małą niespodziankę...
Harry ziewnął przeciągle. Wstawanie rano zdecydowanie nie było jego mocną stroną. Dzisiaj wyjątkowo mocno bolał go kręgosłup. A kto nie wie, że aby rozluźnić mięśnie najlepiej zażyć kąpieli? Cóż, Harry wiedział. Więc pierwszym miejscem, do którego się skierował były łazienki chłopców. Na nieszczęście, wszystkie były zajęte. Nagle poczuł jakieś ciągnącą chęć, aby iść do Pokoju Życzeń. Nie było go tam, od kiedy Draco go zostawił. To miejsce już zawsze będzie mu się z nim kojarzyło, ale skoro nie ma innego wyjścia... Gryfon stanął pod opowiednią ścianą i już formował w głowie życzenie, kiedy wrota same się pojawiły. Harry zmarszczył brwi, ale zajrzał do środka. Pomieszczenie było ogromne. Pierwsza w oczy rzucała się wielka wanna, a właściwie mały basen, zajmujący jedną trzecią podłogi. Woda była już w środku, piana aż wystawała zza krawędzi, a wszystko pachniało cytrusami. Cytrusy- skrzywił się Harry- to cytrusami smakował Draco. Cytrusami pomieszanymi z miętą. Chłopak potrząsnął głową- nie ma co rozpamiętywać, przecież mamy święta, to okres radości.
Wszedł do wody. Ciepła. - Pomyślał. Zanurzył się po szyję w gorącej cieczy i zamknął oczy. Po chwili znalazł się pod wodą. Razem z...człowiekiem do złudzenia podobnym do Dracona Malfoya. Ale to nie może być on, przecież nigdy by tu nie przyszedł, nie po tym jak ignorował go przez ostatni rok. Ślizgon rzucił na niego jakieś zaklęcie, więc teraz brunet był w stanie tylko patrzeć na niego gniewnie. Blondyn wypuścił część wody, do wysokości ich klatek piersiowych.
- Czego tu szukasz? - Głos Harrego był zimny jak lód
- To ty wtrarnąłeś, gdy brałem kąpiel. - Wydawało się, że Draco śmieszy cała ta sytuacja.
- To ty czaiłeś się pod wodą, bawiłeś się w topielca i mnie związałeś. - Gryfon patrzył mu prosto w oczy. ? Myślę, że to mi należą się wyjaśnienia.
Więc Draco wyjaśniał. Mówił, opowiadał, gestykulował, aż woda całkowicie wystygła. Przytoczył mu wszystkie wydarzenia z ostatniej nocy i z każdej poprzedniej, kiedy śnił o Gryfonie. Powiedział mu o każdej myśli, która przyszła mu do głowy na jego temat. Opowiadał o wszystkich posiłkach i wspólnych lekcjach, na których starał się na niego nie patrzeć. O tym jak czuł smak jego ust, niezależnie od tego co jadł. O wodzie o smaku cynamonu i o uzależnieniu od soku jabłkowego. Harry nie przerywał, patrzył na niego z troską i przytakiwał. Kiedy Malfoy wreszcie skończył, w pokoju panowała przerażająca cisza.
- I zrozum, Harry, że nie chciałem tego kończyć. Po prostu chciałem być dobry dla wszystkich, myślałem, że to dla ciebie mniej znaczy. Teraz wiem, że nie wszyscy ludzie udają uczucia. - Blondyn spojrzał na niego z żalem w oczach. - Jeżeli teraz dasz mi drugą szansę, obiecuję nigdy więcej cię nie zranić, moglibyśmy nawet wykrzyczeć to światu tak, jak chciałeś.
- Draco... - Potter poczuł, że czar, który związał mu wcześniej kończyny zelżał. - Ale ja przecież... Nie możemy tak nagle...
- Wiem, Harry - przerwał mu Ślizgon. - Wiem, że masz już inne życie i być może nie ma w nim dla mnie miejsca. Chcę, żebyś wiedział, że jesteś moją obsesją. Zawsze nią byłeś, zakochałem się w tobie, gdy tylko cię zobaczyłem. Moja prośba o drugą szansę była egoistyczna. Wybacz mi.
Po takim wyznaniu Harry nie mógł dojść do siebie. Był w szoku... Wiedział, że podniecał Draco. To było widać po tym, jak jego ciało reagowało na dotyk Gryfona. Nie miał jednak pojęcia, że mieli co czynienia z jakimiś głębszymi uczuciami, a jeśli już to jego strony. Absolutnie i bezkompromisowo nieodwzajemniona miłość.
Draco, nie oczekując odpowiedzi, wstał, rzucił na siebie szybkie zaklęcie suszące, ubrał się i w pośpiechu wyszedł.
Brunetowi zajęło trochę czasu uspokoić trzęsące się ręce.
Wielka Sala, jak zwykle rano była okupowana przez stado uczniów. To była reakcja łańcuchowa - jeden z domitorium wstaje - wstają wszyscy. Harry rzucił okiem na stół Ślizgonów. Draco siedział w swoim stałym miejscu, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w ścianę przed nim. Szybko pokierował się w tamtą stronę. Podszedł za Draco i jedną ręką podniósł go za ramie. Przed oczami mignęła mu wykrzywiona złością twarz Parkinson, jednak zignorował ją zupełnie. Oczy Malfoy?a były wypełnione zdziwieniem. I wtedy Harry to zrobił. Pocałował go, tak jak całował go po raz pierwszy. W pomieszczeniu nastała cisza, czas się zatrzymał. Harry zwracał uwagę tylko na obejmujące go ramiona.
Cytryna.
Ciałem Draco wstrząsały dreszcze, kiedy ręce Gryfona ślizgały się po jego szyi. W ten pocałunek Ślizgon włożył każdy sen o Harrym, wszystkie myśli kręcące się wokół niego i oczekiwanie.
Cynamon.
- Draco - zaczął oficjalnym tonem Harry, zanim w Wielkiej Sali uniosło się tysiąc krzyków. - Tylko czekałem, aż to powiesz.
Pomieszczenie zawibrowało pod wpływem setek jednocześnie odzywających się głosów. Ale dla nich to się nie liczyło, właśnie dostali najlepszy prezent wszech czasów.

Wesołych świąt i dodatkowe przepraszam.
Dodam że tak: nie jestem na tyle kreatywna, żeby wymyślać kompletnie własne pomysły, wybaczcie.
Widzimisie Offline


 
Posty: 8
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 10:22

Postprzez Amanda » 1 lis 2010, o 19:34

[autor docelowy - kiki]

Widzę, że jeszcze ani jednego komentarza.

Fabuła ? Oklepana. Nie mówię tu tylko i wyłącznie o całej "Wigilijnej Opowieści", ale o fragmentach takich jak na przykład całowanie się chłopców na oczach szkoły w Wielkiej Sali.

Po za tym rozumiem, że chciałaś jakoś "naprawić" to, że nie dałaś na czas tekstu. Jednak moim zdaniem jeżeli naprawdę chciałaś coś dać, to mogłaś poświęcić na to więcej czasu i dopracować ten tekst. Nie chodzi bowiem już o samą fabułę, gdyż czytałam teksty oparte na " Wigilijnej Opowieści" , które były naprawdę dobre. Ta miniaturka niestety muszę powiedzieć, że nie jest dobra. Zero emocji, opisów, atmosfery( świątecznej atmosfery w tym tekście w ogólę nie można było wyczuć), niczego. Jak dla mnie to samo suche klepanie literek w klawiaturę " tak, żeby coś było". Myślę, że następnym razem warto się zastanowić, czy " dam radę i czuję sie na siłach oraz poświęcę swój czas na to , by napisać coś dobrego". Jeżeli nie, to nie warto pakować się w pojedynki. Zawsze jednakże można po przemyśleniu tej decyzji spróbować jeszcze raz stworzyć coś, tym razem naprawdę przemyślanego.


W całym tekście znalazłam jednak jedyny fragment, który mi się podobał.


" - Czemu mi to robisz?! - Oczy Gryfona były napełnione łzami gniewu. - Oddałem ci moje cholerne serce, ty chwile się nim pobawiłeś, a teraz tak po prostu mi je zwracasz?! Pełne ciebie?!
- Harry, to nie tak, że nic do ciebie nie czuję. Po prostu to nie jest związek, na jaki są przygotowani moi krewni. Nie tego oczekują od dziedzica.
- Miesiąc temu mówiłeś co innego.
- Miesiąc minął. "


( nie chciało mi się cytować, z lenistwa, wybacz ;) )

Co prawda motyw równiez oklepany, ale podobał mi się ten króciutki i bardzo szery, i prawdziwy dialog.

Było sporo literówek. Radzę jescze raz przejrzeć tekst ;)

Przepraszam jeśli komentarz jest dość nieskładny.
Pozdrawiam.
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez Widzimisie » 2 lis 2010, o 16:32

Wiem, że dość późno i zasadniczo niepotrzebnie ale biorę się za odpowiedź na komentarz.

Przede wszystkim w ogóle nie powinnam się była brać za pojedynek. Szczerze powiedziawszy tekst był gotowy tydzień po ustaleniu daty, tylko nie wiedziałam komu go wysłać. (Nie chcę na nikogo zrzucać winy za to że nie dostarczyłam tekstu, tylko wytłumaczyć się po części) Na forum byłam i raczej nadal jestem nowa, więc nie chciałam się narzucać z nadmiarem pytań. Dostałam wiadomość kończącą się słowami "dam Ci znać", więc... Czekałam. Nie powiem, że nie było mi to na rękę, to całe czekanie. Tym bardziej, że święta były już dość blisko i było co robić. Ale to nie ma znaczenia. Oczywiście wiem, że powinnam była do kogoś napisać, kogokolwiek, jak to wreszcie ma być: komu wysłać tekst itd. Ale... Nie zrobiłam tego. Głupie z mojej strony :).

Uch, to prawdopodobnie było dość nieskładne. Właściwie chciałam tylko zaznaczyć, że to nie był tekst pisany na "odwal się". Był przeze mnie przemyślany i starałam się. Najwyraźniej nie wyszło. Czytając go po niespełna roku wcale nie jest mi wstyd, może mam kiepski gust. Nie uważam go za cud, ale nie twierdze też żeby marnowaniem czasu było pisanie go. Jestem świadoma, że czytało się lepsze debiuty, zwyczajnie miałam też do czynienia z gorszymi. Wiem, że nie mogę być obiektywna, w końcu to mój tekst.

Po zastanowieniu chcę też dodać, że dopiero kiedy sama spróbowałam coś napisać doceniłam ogromną pracę włożoną w każdy tekst. To strasznie trudne, kiedy chcemy złożyć kilka wątków w jedną logiczną całość i naprawdę jestem pod niesamowitym wrażeniem twórców zarówno dłuższych jak i krótszych opowiadań. Wydaje mi się że najtrudniejsze jest z zarysu dzieła dojść do całego tekstu, kiedy palce świerzbi żeby napisać już finał ;).
Zdaję sobie sprawę, że to była zupełna dygresja.

Dziękuje za przeczytanie tym którzy to zrobili. Dziękuje też za ten jeden, jedyny komentarz, być może po prostu ludzie nie chcieli mnie dobijać więc nie pisali :).

Pozdrawiam, Widzimisie.
Widzimisie Offline


 
Posty: 8
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 10:22

Postprzez CrazyCry » 8 gru 2011, o 22:23

Wykorzystywanie innych motywów literackich w fandomie HP jest według mnie więcej niż w porządku - to ciekawe i fajne, więc nic nie musimy Ci wybaczać ;).
Jednak w tym konkretnym przypadku mam wrażenie, że potencjał pomysłu nie został do końca wykorzystany.
Znasz "Opowieść Wigilijną", ale czy podczas pracy nad tym tekstem zaglądałaś do niej? Nie wydaje mi się. Reakcja Dracona na niespodziewane 'odwiedziny' zbyt spokojna, sceny nierozbudowane, wygląd duchów, przemyślenia Ślizgona - mogłaś nad tym dłużej popracować.
Na koniec dwa błędziory:
- To ty wtrarnąłeś, gdy brałem kąpiel.

wtarGnąłeś, literówka

nie mógł zrobić nic innego, jak wysfobodzić jedną ze swoich rąk, złapać za włosy niczego nieświadomego bruneta


wysWobodzić! Od swobody!

Pozdrawiam.
Aerobic -> aerobik
Fanfic -> fanfik
Nie fanfick x.x
Fanpage "Effeminate boys"
CrazyCry Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 361
Dołączył(a): 8 lis 2011, o 09:12
Lokalizacja: Wawa


Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości