[Z] [T] Hej kolęda, kolęda... (26/26)

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Nerejda » 2 gru 2010, o 23:59

Tytuł: Hej kolęda, kolęda… [Here We Come a Wassailing]
Autor: Cheryl Dyson
Gatunek: romans
Rating: NC – 17
Ostrzeżenia: slash, sceny męsko-męskie!
Parring/Bohaterowie: DM&HP
Kanon: Drarry i kanon?
Beta: ell@ (rozdziały 01-10); bajarka (rozdziały 11-26)
Zgoda: jest
Podsumowanie: Seria świątecznych drabble opisujących obsesję Harry’ego na punkcie głosu Draco.
Disclaimer: Opowiadania nie powstały dla odniesienia żadnej korzyści majątkowej, a bohaterowie i elementy świata przedstawionego cyklu należą do jego autorki, Joanne K. Rowling.
T/N: Dedykowanej tej, która nie lubi swojego imienia ;* Zgodnie z życzeniem drarry, kolędy i Teddy ;)
T/N2: Poprzedni miesiąc był naprawdę fatalny i cieszę się, że już się skończył. Póki co ‘Przeklęte sny’ są obróbce, niedługo się pojawią. W międzyczasie ciepłe co nieco, na które namówiła mnie ta, która nie istnieje w sieci. Trzymając się konwencji autorki, codziennie aż do świąt będzie pojawiać się nowy rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Nazwy kolęd zachowane z pewnych przyczyn, dodatkowe wyjaśnienia w przypisach.

T/N3: Z okazji Akcji "Z siatką na motyle".
Nie ma co walczyć z mackami ;)


* * *


Rozdział 1

Harry zatoczył się na ścianę, asekurując się dłońmi, dzięki czemu udało mu się zachować równowagę… przez chwilę. Chyba jednak powinien odmówić wypicia ostatniego drinka… albo czterech.

Podczas świątecznych przyjęć w Ministerstwie było zdecydowanie za dużo szaleństwa, lało się za wiele alkoholu, muzyka była za głośna, a uczestnicy zachowali się zbyt odpychająco.

Z pewną ulgą Harry oderwał się od przylepnej blondynki – nawet nie pamiętał jej imienia – i wymknął się w poszukiwaniu ubikacji. W tym roku przyjęcie odbywało się na piątym piętrze Ministerstwa i tylko Merlin raczył wiedzieć, gdzie znajdowała się toaleta.

Po wejściu trzeci raz w zakończony ślepą uliczką korytarz Harry zatrzymał się, słysząc czyjś śpiew. Nie „zwykły śpiew”, a „niewiarygodny śpiew”. Podążał za dźwiękami, aż dotarł do drzwi prowadzących do słabo oświetlonej sali konferencyjnej.

W rogu pomieszczenia stał fortepian, na którym grała Pansy Parkinson. Koło niej śpiewał Draco Malfoy.

Przez chwilę Harry był pewien, że ma halucynacje. Dlaczego w sali konferencyjnej stał fortepian? I jakim cudem głos Malfoya przyprawiał go o dreszcze?

Podczas „Good King Wenceslas”* brzmiał tak głęboko i pięknie. Harry czuł, jak spływa z niego napięcie i pierwszy raz od bardzo długiego czasu był spokojny. Widział tylko część profilu Malfoya, ale w przytłumionym świetle wyglądał niemal anielsko.

Choć obu zatrudniało Ministerstwo, Harry rzadko widywał Ślizgona, który pracował w jakimś mało znanym wydziale – Komisja Handlu Magicznego czy coś takiego. Właśnie na tym piętrze, przypomniał sobie Potter. Zwykle obaj konsekwentnie udawali, że się nie znają.

Harry przyglądał mu się ukradkiem i ku swojemu zaskoczeniu zauważył, że Malfoy wyrósł na całkiem przystojnego faceta. Z niesamowitym głosem, dopowiedział kwaśno.

Gdy utwór dobiegł końca, Harry skrył się za futryną.

– Król Wacław – Pansy nie odmówiła sobie komentarza – był Puchonem. Albo Gryfonem.

– Zapewne był przodkiem „Cześć! Nazywam się Potter i kocham uszczęśliwiać ludzi – nawet jeśli tego nie chcą”.

– Obiecałeś, że nie będzie dziś o nim wspomniał!

– To ty zaczęłaś o Gryfonach – odbił piłeczkę Malfoy.

– Ale nie o tym konkretnym – zripostowała Pansy. – Co chcesz jeszcze zaśpiewać?

– Nie mam ochoty.

– Jakbyś miał wybór. Jedynie, gdy w czasie świąt upiejesz się grzanym jabłecznikiem**, mam szansę posłuchać twojego głosu. Zrezygnuj lepiej z oporu i śpiewaj: „The Holly and the Ivy”***.

Malfoy westchnął, ale gdy Pansy zagrała pierwsze nuty, jego baryton znów niósł się po pomieszczeniu Za drzwiami Harry słuchał, całkowicie zapominając o powodzie wymknięcia się z przyjęcia.

Jednak jego pęcherz postanowił o sobie przypomnieć, zmuszając go do oddalenia się od prowizorycznej sali muzycznej. Po powrocie Harry nie zastał już Malfoya i Parkinson. Fortepian również zniknął, prawdopodobnie ponownie przemieniony na podium, znajdujące się w rogu pomieszczenia. Potter wrócił do domu, próbując zdusić rozczarowanie.

__________________________________________________________________________________________________________________________________
* „Dobry król Wacław” – słowa do kolędy zostały napisane i opublikowane w 1853 przez Johna Masona Neale’a, natomiast muzyka pochodzi z Finlandii (XVI wiek). Kolęda opowiada o królu Czech, Wacławie. Dla zainteresowanych link do posłuchania: KLIK!

** Przepis na prawdziwy jabłecznik (Tak, nie mogłam sobie odmówić;)):

Składniki i sposób przygotowania
10 l soku jabłkowego
0,5 kg miodu pszczelego (naturalny)

Sok jabłkowy świeżo wyciśnięty dobrze wymieszać z cukrem lub miodem, wlać do gąsiorka do 3/4 pojemności, zamknąć szczelnie korkiem z rurką fermentacyjną, jak przy winie, i odstawić na 4 tygodnie do samoczynnej fermentacji w temp. 18-20°C. Gdy fermentacja ucichnie, zlać jabłecznik z osadu i przelać do drugiego gąsiorka, zamknąć go szczelnie i odstawić do chłodu (8-10°C) na 6 miesięcy. Po tym czasie przecedzić jabłecznik przez gęste płótno lub flanelę do czystych butelek, zamknąć szczelnie zakrętką i przechowywać je w chłodzie przez 6 dalszych miesięcy.

*** „Ostrokrzew i bluszcz” – kolęda angielska. Wersja, którą znamy obecnie została opublikowana przez Cecila Sharpa, jednakże prawdopodobnie korzenie pieśni sięgają roku tysiącznego. Mimo licznych zawirowań dziejowych pieśń ta przetrwała do dziś, choć nie zachowały się informacje o autorze czy kompozytorze kolędy. Na koniec, tak od siebie, chciałabym zwrócić waszą uwagę na kolory, związane tradycyjnie z Bożym Narodzeniem: czerwony i zielony. Resztę zostawiam wam;). Do posłuchania: KLIK!
___________________________________________________________________________________________________________________________________

Rozdział 2

W następny poniedziałek Harry znalazł pretekst do wizyty w Komisji Handlu Magicznego. Jego świadome „ja” odmawiało uznania faktu, że spędził cały weekend na wymyślaniu wymówki.

Drzwi do Malfoya były otwarte i przez chwilę Harry zawahał się przed wejściem. Ten, kto nazywał to pomieszczenie biurem, najwyraźniej zwariował. Gabinet był jeszcze mniejszy niż stara klitka Artura Weasleya. Malfoy najwyraźniej dzielił z kimś pokój – drugie biurko schowano głębiej w sali, podczas gdy te, należące do Ślizgona, stało bliżej drzwi. Jego współpracownik musiał być flejtuchem – ta część pomieszczenia wyglądała, jakby nawiedził ją huragan. Papiery walały się wszędzie.

Połowa Malfoya była nieskazitelna.

Mężczyzna zauważył stojącego w drzwiach Harry’ego i jego jedyną reakcją był komentarz:

– McWilliams ma dzisiaj wolne.

– Jestem… hm… nie szukam McWilliamsa – powiedział Harry. – Chciałem się z tobą zobaczyć.

– Ze mną? Wybraniec mnie szuka? Zrobiłem coś złego czy zbliża się Apokalipsa?

– Bardzo zabawne. Prowadzę śledztwo i potrzebuję kogoś, żeby sprawdził, czy podejrzany złamał jakiekolwiek Magiczne Prawo. Masz pod ręką kopię paragrafu siedemnastego?

– Nie mogłeś po prostu poprosić kogoś w swoim biurze? – zapytał Malfoy.

Harry odrzucił opadający kosmyk włosów.

– Um… tak. Właściwie chciałem zapytać, czy nie miałbyś ochoty wpaść pośpiewać ze mną kolęd w ten weekend. Znaczy… z nami. Pokolędować z nami.

Malfoy uśmiechnął się w dziwaczny sposób, który wysłał krew Harry’ego w miejsce, gdzie nie miało prawa jej być. Co, do diabła, było z nim nie tak? Chciał tylko posłuchać, jak mężczyzna śpiewa. Nie był nim zainteresowany ani nic podobnego.

– Piłeś? – zapytał Malfoy.

– Nie! Oczywiście, że nie! – warknął Harry, rozgniewany.

– Podczas ostatniej misji uderzyłeś się w głowę? – zasugerował łagodnie Malfoy.

Harry zaczął zastanawiać się nad stanem zdrowia psychicznego blondyna.

– Nie.

– Odezwało się ukryte, rodzinne szaleństwo?

– Posłuchaj, chcę tylko, żebyś pośpiewał kolędy.

– Odmawiam. Nie i jeszcze raz nie, Potter! Teraz zmykaj. Mam robotę i brakuje mi czasu na twoje gierki, jakiekolwiek by one nie były.

– To żadne gierki, Malfoy. Naprawdę chcę, żebyś przyszedł. – Harry spróbował przekonać go szczerością.

– Dlaczego? – W głosie Malfoya była sama podejrzliwość.

Na nieufność blondyna Harry czuł się przygotowany.

– Podstawą pracy w ministerstwie jest komunikacja i współpraca, Malfoy. – Gdy ćwiczył przed lustrem, brzmiało to bardzo logicznie i odpowiednio hermionowato.

– Ach. W takim razie pytasz w imieniu Ministerstwa?

– Um… nie. No, znaczy się… tak? – Harry czuł się wyprowadzony z równowagi i bezskutecznie próbował ją odzyskać.

– Mógłbyś się cofnąć o dwa kroki, Potter? – zapytał Malfoy, przeganiając go dłonią.

Harry zmarszczył brwi, ale wycofał się do korytarza.

Drzwi zatrzasnęły mu się tuż przed nosem.

__________________________________________________________________________________________________________________________________

Rozdział 3

Harry nie miał zamiaru poddać się tak łatwo – przygotował formalne zaproszenie i wysłał je Malfoyowi. Wróciło w kilku kawałkach, do których została dołączona wiadomość: „Odwal się, gnojku”.

W kolejnym kroku Harry pociągnął za kilka sznurków. Gdy nazywasz się Potter-Pogromca-Voldemorta pewne sprawy okazują się zaskakująco proste.

Odpowiedź była błyskawiczna:

„Dziękuję za przestronniejsze biuro. Nie będę z tobą kolędował, nawet jeśli przyszłoby mi dzielić przestrzeń z Weasleyem. Przestań mnie o to pytać.”

Rzecz jasna kolejna odmowa Malfoya sprawiła tylko, że Harry był bardziej zdeterminowany. Nagle go olśniło – jedynym sposobem, żeby Ślizgon opuścił trochę gardę, było spędzenie z nim więcej czasu. W ten sposób Potter zaczął śledzić Draco Malfoya.

– Kawy, Malfoy? – zapytał Gryfon, rozsiadając się wygodnie przed nowym biurem blondyna, z dwiema filiżankami w dłoniach. Czekał na pojawienie się Malfoya; na szczęście kawa wciąż była gorąca. Na jego widok Ślizgon cofnął się, zaskoczony. – Doppio* ze szczyptą cynamonu, gęstą bitą śmietaną i syropem orzechowym.

– Po co przyszedłeś? – Malfoy wyminął Harry’ego i wszedł do biura.

– Przyjacielska wizyta. – Odpowiedź była rzeczowa. Potter podążył za mężczyzną, postawił kawę na biurku i przyciągnął do siebie krzesło, jakby planował zostać dłużej.

– A tak, współpraca międzydepartamentowa i tak dalej, racja? – W głosie Malfoya zabrzmiała gorycz.

– Racja, twoja błyskotliwa osobowość to dodatkowa premia. – Harry uśmiechnął się ujmująco.

Chwilę później został oblany gorącą kawą o orzechowym smaku z cynamonem i bitą śmietaną.

– WYNOCHA!

Harry uznał, że rano Malfoy nie był sobą.

__________________________________________________________________
*Doppio – podwójne espresso, tzn. dwie porcje kawy w dwóch porcjach wody.
Ostatnio edytowano 26 gru 2010, o 18:26 przez Nerejda, łącznie edytowano 14 razy
Powoli się uaktywniam fanfikowo :)
Nerejda Offline


 
Posty: 54
Dołączył(a): 2 gru 2010, o 22:37

Postprzez Zoe » 3 gru 2010, o 00:13

O mamuniu, chyba właśnie poczułam, że zbliża się Boże Narodzenie (i nie dlatego, że wszędzie już trąbią, iż znowu obejrzymy sobie "Kevina"... :evil: ). Pierwszy rozdział wprowadził mnie skutecznie w atmosferę świąt imprezą z dużą ilością alkoholu, szaleństwami rodem jak z amerykańskiej korporacji, śpiewaniem kolęd no i tym jabłecznikiem. I w dodatku przepis jako bonus! Rozumiem, że wypróbowany osobiście przez Nerejdę?

Później natomiast miałam już jeden wielki zaciesz, czytając, jak uparty jak osioł Harry próbuje na wszelkie sposoby przekonać Malfoya, aby skusić go na wspólne śpiewanie kolęd. Pięknie pokazano tutaj różnice międzydomowe - Harry się uparł, no więc nie odpuści, natomiast Malfoy jak na razie bije go na głowę, z ironią i klasą odpierając jego zakusy. No dobrze, oblanie gorącym napojem i uprzejma prośba o "odwalenie się" to nie Wersal, ale strasznie mi się spodobał zjadliwy Draco, który nie zmienił stosunku do Wybrańca ani na jotę i o ile może nie czuje pokusy trzaśnięcia w niego klątwą, jak to bywało za czasów szkolnych, bliższych kontaktów sobie nie życzy. A ponieważ pierwsze próby nie przynoszą rezultatu, podejrzewam, że obsesja Harry'ego przybierze na sile. A wiadomo, jak się człowiek uprze i coś sobie do głowy wbije, to nie odpuści. Ciekawam okrutnie, jak daleko posunie się Harry w swojej desperacji?

A ten fragmencik to istna perełka:

Nerejda napisał(a):– Mógłbyś się cofnąć o dwa kroki, Potter? – zapytał Malfoy, przeganiając go dłonią.

Harry zmarszczył brwi, ale wycofał się do korytarza.

Drzwi zatrzasnęły mu się tuż przed nosem.


Jakież to ślizgońskie :lol:
Zoe Offline

Avatar użytkownika
Zua Kobieta
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 lis 2010, o 23:51

Postprzez Ptasiek » 3 gru 2010, o 14:54

Nie mam pojęcia, co przyniosą kolejne części, bo nawet nie zamierzam zbliżać się do oryginału, ale to, co już jest, bardzo mi się podoba.

Kanoniczność obu postaci zwala z nóg: Malfoy ze swoją arogancją i Potter z oślim uporem. Co za zestaw. :D
Malfoy ma jaja, nie ma co, tak oblać kawą Wybawiciela? I zatrzasnąć mu drzwi przed nosem? A Harry wszystko interpretuje na jego korzyść... Słowo daję, czego to ludzie nie zrobią, żeby kolęd posłuchać. Oj, ciągnie wilka do lasu, a Pottera do... śpiewania. :twisted: I do tego to wykorzystywanie swoich wpływów, żeby PRZEKUPIĆ Malfoya. OMG.

Tłumaczenie bardzo zgrabne, jedno, do czego mam zastrzeżenie, to niezbyt staranna beta. Gdyby to były trzy błędy, to w porządku, ale tutaj tekścik krótki, a od byków się roi i nawet wypisywać ich nie trzeba, bo walą po oczach. No nic, mam nadzieję, że w kolejnych odsłonach będzie lepiej. Włączam śledzia i czekam, czekam... :D
Ptasiek Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 115
Dołączył(a): 4 gru 2011, o 14:33

Postprzez Havoc » 3 gru 2010, o 17:09

Ostrzeżenia: slash, sceny męsko-męskie!

Męsko-co?! :shock: Myślę, że skoro jesteśmy na forum Drarry, to można było spokojnie opuścić tę informację. ;)
(...) i nie dlatego, że wszędzie już trąbią, iż znowu obejrzymy sobie "Kevina"...

You made my day!

Uśmiałam się przy fragmencie z drzwiami i z odpowiednio hermionowatym wywodem, przetarłam z niedowierzania oczy, gdy Harry kupił Malfoyowi biurko, a teraz... czekam na kolejne rozdziały.
Dziękuję Nerejdzie za tłumaczenie, a nieocenionej Aev za akcję "Z siatką na motyle", dzięki której wiele wspaniałych fików zaczyna gościć i na tym forum!
Obrazek
Havoc Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 308
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 09:18

Postprzez leila » 3 gru 2010, o 17:50

I poczułam dzisiaj wreszcie, że już zbliżają się święta :)
Mój youtub śpiewa wniebogłosy "Dobrego króla Wacława" a moja wyobraźnie podsuwa mi coraz bardziej sugestywne obrazy śpiewającego Draco i Pottera podglądającego go zza zasłony. Draco jest zarumieniony i ma rozwiane włosy a Harry obserwuje z co raz większą fascynacją jego palce poruszające się szybko, szybko, co raz szybciej po klawiszach. Hmmm ... cudowny widok :) Chciałabym mieć chyba taką tapetę na pulpicie. Działałaby pewnie na moją psychikę bardziej świątecznie niż niejedna choinka.

Ale przechodzę już do treści właściwej swojego pisania. Bardzo spodobało mi się to opowiadanie. Zdecydowanie uwielbiam Pottera, który jest upartym osłem i blondyna, który na każdym kroku pokazuje, że ma go w nosie. Mam wtedy przeczucie, że po tych wszystkich utarczkach będą godzili się bardzo, bardzo intensywnie ;)
Jestem bardzo ciekawa co jeszcze Harry wymyśli, żeby przekonać Malfoya. I jak daleko posunie się w swojej manii prześladowczej, bo na początki takiej niegroźnej mi tu wygląda.

Życzę całej masy wena, czasu i ochoty.
leila Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 15
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 14:52

Postprzez Nathali » 3 gru 2010, o 18:48

Kogo my tu mamy xDD Nejduś, widzę, że ty także nie jesteś w stanie obronić się przed mackami xP

Podoba mi się bardzo, że codziennie będzie nowa część. Nigdy za mało drarry xP Fick jest taki lekki i przyjemny. Miło się go czyta. No i także poczułam świąteczny nastrój, bo w czasie czytania słuchałam tych kolęd, które linkowałaś.
Zgrzytnął mi tylko powód, dla którego Harry w ogóle wysila się zaprosić Draco. To takie błahe. No ale całe opowiadanie ma taki lekki klimat, więc nie powinnam się spodziewać czegoś bardziej prawdopodobnego. No ale załóżmy, że Harry, jak tylko usłyszał ten tak dobrze mu znany głos, to poczuł, jak bardzo mu Ślizgona przez lata brakowało i teraz zrobi wszystko by spędzić z nim trochę czasu. A to się już chwali, bo ja lubię upartego i zdeterminowanego Pottera, któremu niestraszna jest nawet gorąca kawa. Btw, to musiało być bardzo bolesne. Kto normalny oblewa kogoś wrzątkiem?
Zastanowił i jeszcze bardziej spodobał mi się moment, gdy Pansy mówi do Draco: "Obiecałeś, że nie będzie dziś o nim wspomniał!". Czyżby Malfoyowi zdarzało się to tak często, że Parkinson musiała wymóc na nim taką, a nie inną obietnicę? W dodatku nawet nie był wstanie jej dotrzymać xP

Dziękuje ślicznie za tłumaczenie. No i liczę, że zamieścisz tu Sny. Chcę skomentować ostatni rozdział za nim wkleisz następny i wolałabym zrobić to tutaj xP
Nathali Offline


 
Posty: 710
Dołączył(a): 3 lis 2010, o 14:31

Postprzez daimon » 3 gru 2010, o 22:23

Uwielbiam świąteczne opowieści, książki, piosenki. Dlatego nie mogę nie kochać świątecznych fików. Czyli, przechodząc do sedna, świątecznych drarry ;) To zaś jest kruciutkie i milusie, i chce się więcej. W sam raz, żeby każdego dnia, nawet jak nie ma się czasu, rozchmurzyć swój dzień. Zdecydowanie nie jestem fanką angstów, zwłaszcza w adwencie, więc tym bardziej uśmiech panoszy się teraz na mojej twarzy. Urocze toto i bardzo się cieszę, że do nas trafiło. Z radością poobserwuje zmagania oślo upartego Pottera i ślizgońskiego Malfoya. Dziękuję za tłumaczenie. I cóż, po raz kolejny muszę przyznać, że akcja łapania motyli jest zaje... eghm... super :D
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1163
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Nerejda » 4 gru 2010, o 00:49

Zoe - przepis wypróbowany, choć najlepszy jest z tajemniczym dodatkiem, którego nadal nie mogę nadal wyciągnąć od kochania. Cóż, kochania zwykle mają swoje sekrety i niech je mają - wtedy jest ciekawiej xD
Dziękuję za ciepłe komentarze;*

Kolejna część ku chwale Kevina i macek;)


Rozdział 4

Harry spróbował ponownie w porze obiadowej. Poszedł do biura Malfoya i rzucił papierową torbę na biurko, tuż przed nosem blondyna, wyglądającego na nieco zirytowanego jego widokiem. Pracownik Ministerstwa odchylił się na krześle z westchnieniem i potarł skroń kolistymi ruchami.

– Co znowu? – zapytał.

– Pomyślałem, że może masz ochotę na obiad. Wyglądało na to, że dzisiaj nie wyrwiesz się z biura, a jeść przecież trzeba.

– Rozumiem. Już widzę te nagłówki: „Pracownik Ministerstwa zemdlał z głodu”. Próbujesz zapobiec złemu pijarowi? – upewnił się Malfoy.

Harry zmarszczył brwi.

– Um… nie. Właściwie pomyślałem, że możesz być głodny.

– Dziękuję. Idź sobie.

– Nie zamierasz otworzyć?

– Nie, jak tylko wyjdziesz, wywalę to do kosza.

Harry wzruszył ramionami.

– Jak sobie chcesz. Szkoda byłoby zmarnować Cioppino* od Madam Lucidory. Jest całkiem smaczne – stwierdził Harry, wychodząc z uśmiechem. Nie istniała najmniejsza nawet szansa, że Malfoy wyrzuci tę potrawę. To było, zdaje się, jego ulubione danie.

Harry wczorajszy wieczór spędził na wydobywaniu informacji od Pansy Parkinson na temat wszystkich upodobań Malfoya… co nie było wcale proste. Kobieta zażądała obiadu w Tokio, deseru w Sztokholmie i dancingu w Paryżu. Harry był wyczerpany; usłyszał też tyle uszczypliwych plotek, że starczy mu spokojnie na sześć żyć.

Jakiś czas później postanowił sprawdzić co z zostawioną Malfoyowi paczką. Gdy ten oddalił się na chwilę, spróbował swoich sił. Gdyby nie panna Kelly nic by nie zdziałał – to właśnie siedząca przed biurem Ślizgona sekretarka informowała Harry’ego o każdym kroku mężczyzny. Na wszystkie poczynania Pottera patrzyła przychylnym okiem… albo po prostu lubiła obserwować Malfoya i nie miała nic przeciwko dzieleniu się informacjami o jego nawykach.

Oparta o drzwi, chichotała cicho, podpatrując zachowanie Harry’ego, który zaglądał do leżącej na biurku paczki.

– Och, to wino? Prawdziwy z ciebie romantyk. Od dawna się spotykacie?

Harry wyprostował się gwałtownie, zaskoczony, i spojrzał na kobietę.

– Słucham?

– Och, nadal zabiegasz o jego względy? – zgadywała przyciszonym szeptem. – A on uparcie odmawia, prawda?

– Umm… panno Kelly…

– Nie przejmuj się mną, aurorze Potter! Nikomu nic nie powiem. Podążaj za głosem serca. Będziecie taką uroczą parą. Myślę, że twoja obecność złagodzi kanty… no i tak pięknie będzie wyglądał przy twoim boku, co nie? – westchnęła, uszczęśliwiona, ale zanim Harry zdołał coś wtrącić, drgnęła, gwałtownie wciągając powietrze. – O matko! On tu idzie! Powinieneś się ulotnić.

Harry czmychnął.

____________________________________________________________________
* Cioppino – znana jako zupa włoskich rybaków; zupa rybna z owocami morza.
Powoli się uaktywniam fanfikowo :)
Nerejda Offline


 
Posty: 54
Dołączył(a): 2 gru 2010, o 22:37

Postprzez Zoe » 4 gru 2010, o 01:08

Nerejdo, muszę sobie zapamiętać, aby nie siadać do dalszego czytania z pustym żołądkiem. Na opis cioppino ślinka mi napłynęła i musiałam zagryźć suchym chlebem (tak na szybko). No i się zapchałam, jak to zwykle bywa, gdy się łyka chleb jak łapczywa gęś :lol: Swoją drogą uwielbiam takie kulinarne wstawki. Harry jest to zdecydowanie i po gryfońsku uparty. Biedak musiał nawet spełnić wygórowane żądania panny Parkinson - a swoją droga, polubiłam tę babę! No bo jak nie lubić kogoś takiego:
Nerejda napisał(a):Kobieta zażądała obiadu w Tokio, deseru w Sztokholmie i dancingu w Paryżu. Harry był wyczerpany; usłyszał też tyle uszczypliwych plotek, że starczy mu spokojnie na sześć żyć.


Brawo, Pansy! Chce chłopina informacji, to niech chociaż da coś w zamian!

Strasznie sympatyczna ta panna Kelly - chyba troszkę sensatka, ale i niezwykle uczuciowa osoba. Pewnie uśmiecha się w duchu, wyobrażając sobie, jaką uroczą parkę tworzyliby Draco i Harry. No i zdecydowanie lubi swojego szefa, ale nie w sensie bycia w nim zakochanym, to raczej miła, dobra duszyczka, która cieszy się, widząc wokół siebie szczęśliwych ludzi. Najwyraźniej współczuje trochę zamkniętemu w sobie, szorstkiemu Draco.

Bardzo spodobała mi się jej reakcja:
Nerejda napisał(a):– O matko! On tu idzie! Powinieneś się ulotnić.


Kłaniam się tłumaczce i upraszam o jak najczęstsze aktualizacje :modli:
Zoe Offline

Avatar użytkownika
Zua Kobieta
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 lis 2010, o 23:51

Postprzez Ptasiek » 4 gru 2010, o 01:10

Hahaha. Potter jest niemożliwy. Ma totalną obsesję na punkcie Malfoya, zupełnie jak na punkcie dżemu truskawkowego. :D
I tak się poświęcił! Cały wieczór z plotkarą Pansy. To musi być prawdziwa miłość, inaczej się tego nie da wyjaśnić. No i jeszcze skaptował sobie wspólniczkę w osobie sekretarki. Mądry chłopiec, powszechnie bowiem wiadomo, że sekretarka jest najważniejszą osobą w firmie.

Brawo, Harry, trzymam za Ciebie kciuki. Do boju, Lwie!

Pozdrawiam Tłumaczkę i Betę. :D
Ptasiek Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 115
Dołączył(a): 4 gru 2011, o 14:33

Postprzez daimon » 4 gru 2010, o 02:34

Nerejdo, muszę sobie zapamiętać, aby nie siadać do dalszego czytania z pustym żołądkiem. Na opis cioppino ślinka mi napłynęła i musiałam zagryźć suchym chlebem (tak na szybko).
To co ja mam powiedzieć, Zoe, skoro jestem na diecie?! Nawet chlebem nie mogłam zagryźć, bo chleba też mi nie wolno ;) Ale poza głodowo-apetycznymi dolegliwościami, czytało się prześwietnie. Najlepsza z wszystkiego Pansy. Dziewczyna wie, jak się urządzić! :D A Harry coraz bardziej zaczyna kombinować, skaptowanie sekretarki, dobry ruch. Dziękuję za kolejny kawałek przyjemności.

Pozdrawiam, dai
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1163
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Nerejda » 5 gru 2010, o 00:09

I kolejne 'ciasteczko' ;)

Rozdział 5

Kiedy następnego poranka Harry pojawił się, ponownie trzymając filiżanki z kawą, Malfoy spiorunował go wzrokiem.

– W porządku, Potter. Jeśli sobie pójdziesz, zgodzę się pokolędować z tobą.

Harry zamrugał, zaskoczony. Tak naprawdę nie oczekiwał, że blondyn skapituluje.

– Mam jednak pewne warunki. Pierwszy – wyniesiesz się z mojego biura i nie wrócisz. Ani jednego prezentu więcej. Ludzie zaczynają gadać, bez wątpienia podpuszczani przez siedzącego nieopodal zbyt romantycznego Puchona – koniec podsłuchiwania, pani Kelly! Po drugie – nie będę śpiewał z twoim wkurzającymi, gryfońskimi przyjaciółmi. Tylko ty i ja. Żadnej Granger, żadnego Wiewióra, żadnego Longbottoma. Twoja obecność to i tak zbyt wiele.

Harry był tak podekscytowany; ustawił filiżanki na biurku i skwapliwie pokiwał głową, zgadzając się na wszystko.

Ale blondyn jeszcze nie skończył.

– Po trzecie – zaśpiewam nie więcej niż cztery kolędy, po czym pójdę do domu i mam spokój do końca przyszłego roku.

Harry zmarszczył brwi.

– Dziesięć. Później postawię ci drinka.

Malfoy spiorunował go wzrokiem.

– Cztery.

– Dziesięć.

– Pięć kolęd, żadnych drinków.

– Siedem, drink i kolacja.

Podsłuchująca przed biurem pani Kelly zakwiczała.

– Nie mogę uwierzyć, że pertraktuję z Gryfonem.

– Prawie zostałem przydzielony do Slytherinu – dzielnie przyznał Harry.

Malfoy przewrócił oczami.

– Jaasne. Prędzej piekło zamarznie niż taki Gryfon jak ty trafi do Ślizgonów. Słoń w składzie porcelany nękałby mnie subtelniej.

– Nie prześladowałem cię. Po prostu chcę posłuchać, jak śpiewasz.

– Nękałeś. Mniejsza o to, Potter. Spełnię twoje życzenie. Moje warunki: wybieram restauracje, miejsce, w której kolęduję i po wszystkim żadnych drinków.

– Obiad – w porządku, ale zaśpiewasz sześć kolęd. Opcję z piciem możemy zostawić otwartą.

– Tylko, jeśli będziesz się trzymał ode mnie z dala do 31 grudnia przyszłego roku.

– Zgoda, choć mam nadzieję, że zmienisz zdanie co do ostatniego warunku.

– W twoich snach, Potter. Teraz zjeżdżaj. Chociaż... kawę możesz zostawić.

Z dziwaczną mieszanką satysfakcji i niepokoju Harry posłusznie wyszedł.
Powoli się uaktywniam fanfikowo :)
Nerejda Offline


 
Posty: 54
Dołączył(a): 2 gru 2010, o 22:37

Postprzez Aevenien » 5 gru 2010, o 00:17

Ach, już nie mogłam tergo dłużej odkładać, bo tu się drarry zacznie, a ja nie skomentuję! Kij z normatywizmem xD :lol:
Na początek bardzo dziękuję, że zawitałaś do nas ze swoimi tekstami, a Snów się doczekać nie mogę, bo jak wkleisz to sobie przeczytam od początku i wszystko przypomnę :)
Ale wracając od naszych kolęd, ach ten Harry! xD Cudownie harrowaty, uparty i wytrwały no i to targowanie w ostatnim odcinku było piękne. A Draco biedaczek nie miał wyjścia, wyobrażam sobie jego zgrozę, kiedy usłyszał te ploteczki o nim i o "zalecającym się" do niego Potterze xD
Pani Kelly to ukryta drarrystka, bez dwóch zdań!
Zatrzaskiwanie Potterowi drzwi przed nosem? Bezcenne! Tak samo jak oblanie kawą, cały Draco, choć dziwne, zmarnował kawę na oblanie Pottera? Cóż za poświęcenie :lol:

Tłumaczenie ładne i przyjemne, choć jak zwykle przyczepię się do pary rzeczy, ale to po kolokwium. Wybór tekstu świetny!
Z niecierpliwością czekam na kolejne części i postaram się komentować bardziej regularnie!

Dziękuję pięknie za te kilka chwil radości i wracam do nauki, ech.
Ściskam mocno i już prawie świątecznie, przekazuję pozdrowienia od Kevina ;) i weny życzę!
Aev
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Ptasiek » 5 gru 2010, o 00:18

Łaaa...
Ale z Draco jest mięczak! A z Pottera twardy zawodnik, nie ma co. Uch, ależ on mi się tu podoba. Wie, czego chce i nie waha się tego domagać.
To co oni tam w końcu ustalili? Obiad, sześć kolęd, może drink i separacja na rok? Jaaaasne! Już to widzę.
Draco, straszny z Ciebie baran. Całe szczęście, że Harry myśli za Ciebie.
A że czyni to trąbką Eustachiusza? Cóż, nikt nie jest doskonały. :lol:

Pozdrowienia dla Tłumaczki i Bety. :D
Ptasiek Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 115
Dołączył(a): 4 gru 2011, o 14:33

Postprzez daimon » 5 gru 2010, o 00:29

Mniaaaam, ciasteczko! Hahaha, Draco wymiękł! Nic dziwnego, ja już dawno wolałabym zaśpiewać te cztery kolędy i mieć z głowy. No dobra 6 kolęd plus obiad i ewentualne drinki :D I co Draco ma tak właściwie do Puchonów, hę? Pani Kelly(zaczęłam się z nią utożsamiać xD) - prototyp drarrystki, jak słusznie zauważyła Aev. Kolejna porcja świetnej zabawy. No i zapowiedź najprawdziwszego drarry, uhuhu :D Pozdrowienia
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1163
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Następna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

cron