[M] Codzienność na Nokturnie

fikatonowo i absurdalnie z bonusem na koniec

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Aevenien » 10 maja 2011, o 01:31

Tytułem wstępu chciałam bardzo podziękować dwóm osobom, za nieocenioną wennogenność, wsparcie i motywację. Także z dedykacją dla Dai i Mal, dzięki raz jeszcze :serce: A mawako życzę w tym miejscu wszystkiego najlepszego! :tort:
Czytelników uprzedzam, że nie ponoszę odpowiedzialności za żadne urazy psychiczne bądź fizyczne powstałe na skutek czytania ;)
I dziękuję pięknie mawako za błyskawiczną betę :*



Codzienność na Nokturnie. "Giń, Ginny, giń!" — czyli opowieść o tym, jak Dracon Malfoy NIE zabił Ginny Potter.



Kto by pomyślał, że chciwość goblinów z CUP’u doprowadzi do czegoś takiego, zastanawiał się Draco, z niechęcią patrząc na sterty piętrzących się przed nim papierzysk. Owszem, miło, że jego biznes został zalegalizowany, na brak klientów nie mógł teraz narzekać, pchali się kretyni drzwiami i oknami, zupełnie nie przejmując się faktem, że w statucie jego firmy jak byk stało, że zlecenia wzajemne nie są przyjmowane! Ale analfabetyzm się szerzył i Draco codziennie wysłuchiwał zawistnych kuzynek i zazdrosnych kuzynów czyhających na swoje życia i wyrażających głośne oburzenie, kiedy Draco odmawiał kuzynce zabicia kuzyna, a kuzynowi zabicia kuzynki. Przecież nie mogliby mu wtedy zapłacić! Draco przerabiał to na samym początku. Postępowania spadkowe potrafiły ciągnąć się latami, a kuzyni i kuzynki, o żonach, mężach, braciach, siostrach i w szczególności o teściowych nie wspominając, wszyscy zgodnie zasłaniali się zamrożonymi (w związku z toczącymi się postępowaniami spadkowymi) funduszami i innymi pierdołami, a Draco nie miał czasu bawić się w takie rzeczy. Poza tym nigdy nie przyjmował pieniędzy z góry, bo a nuż ktoś przyjdzie ze zleceniem na takiego Pottera i co, cholera wie, czy Złotego Chłopca w ogóle da się ukatrupić. A Draco nie miał zamiaru się ośmieszać i przekonywać o tym osobiście. W każdym razie grafik miał zawalony na rok z góry, co nieodmiennie wywoływało na jego twarzy uśmiech zadowolenia.
Dopóki nie przypominał sobie o nowej ustawie opodatkowującej morderstwa. Draco domyślał się, że te skąpe, pomarszczone kurduple musiały dorwać jakoś jego księgi finansowe. No a jak już zobaczyły, jakie piękne sumki przechodzą im obok nosa zupełnie nieopodatkowane…
Ale w sumie, nie wyszedł na tym aż tak źle. I mógł odpisać sobie koszty wynajmu lokalu, co było bardzo przyjemne, bo płacił majątek za swoje biuro w najlepszym punkcie Nokturnu.
Gdyby nie te składki zdrowotne, to byłoby naprawdę nieźle, ale w końcu nie można mieć przecież wszystkiego. A nawet mimo podatków nie mógł narzekać, bo pieniądze sypały się drzwiami i oknami, a jego zespoły szczyciły się dziewięćdziesięcioośmioprocentową skutecznością. Sięgnął po kubek z kawą i już miał zabrać się za przeglądanie najnowszej korespondencji, kiedy usłyszał podniesione głosy za drzwiami jego gabinetu.
Nie zdążył jednak wstać i podejść do drzwi, bo do jego gabinetu wpadł nagle porządnie zirytowany Potter, a za nim jego sekretarka. Draco lekko oniemiał. W końcu Potter był ostatnią osobą, której mógłby się spodziewać. Jednak szybko doszedł do siebie, uśmiechnął się uprzejmie, choć zimno, w końcu z Pottera byłby taki klient jak z niego Gryfon. A uprzejmość miała tylko podkreślić nieokrzesanie tego dupka, w końcu był Malfoyem i potrafił się zachować w każdej sytuacji.
— Potter, cóż za… niespodzianka. Zawsze siłą szturmujesz prywatne gabinety, nie mogąc pogodzić się z myślą, że ktoś naprawdę wcale nie ma ochoty się z tobą zobaczyć?
Potter rzucił mu rozwścieczone spojrzenie.
— Alisson, podaj panu Potterowi kawę — zarządził Draco, łaskawym gestem wskazując Potterowi fotel naprzeciwko biurka. Odczuwał naprawdę przyjemną satysfakcję, kiedy zdziwiony Potter przyjrzał mu się podejrzliwie, potem jeszcze bardziej podejrzliwym spojrzeniem zmierzył fotel, aż w końcu usiadł, żeby chwilę później wpatrywać się przez pół minuty w filiżankę kawy, pewnie usiłując przypomnieć sobie wszystkie trucizny, którymi Draco mógłby go otruć. Doprawdy, otrucie było takie pretensjonalne, a Draco szczycił się reputacją kogoś o naprawdę wysublimowanym i wyrafinowanym guście. Ale skąd Potter mógłby to wiedzieć, skoro pewnie nawet nie rozumiał tych słów. Niemniej, ciekawe, czego Złoty Chłopiec mógł chcieć. Bo przecież nie przyszedł, żeby zlecić Draco, ze wszystkich ludzi, zabicie kogoś. Potter i wynajmowanie płatnego mordercy po prostu nie mogło istnieć razem w jednym zdaniu, świat miał jeszcze jakieś granice. Choć musiał przyznać, że Potter czerpał chyba niezdrową przyjemność z przekraczania tych granic, rujnując przy okazji wiarę Draco w jakieś stałe w jego życiu, nie mówiąc o burzeniu spokoju, naruszaniu jego poczucia pewności siebie i psucia humoru w sposób, znany tylko i wyłącznie Potterowi. Bo to zawsze była jego wina, nie oszukujmy się. Potter miał jakiś naturalny talent do zaginania czasoprzestrzeni. Te wszystkie starcia z Czarnym Panem, wygrane mecze quidditcha… tak, to z pewnością nie było coś naturalnego. Draco był o tym przekonany już dawno temu, w Hogwarcie codziennie spotykał się dowodami na to, że Potter leciał na jakichś wspomagaczach. Może ta blizna miała jakieś szczególne właściwości? No i bez przesady, kto w wieku jedenastu lat dostaje pelerynę niewidkę? Których jest tylko kilka na całym świecie? A ta sprawa z najmłodszym szukającym w Hogwarcie? Ściema jakaś.
W każdym razie rozmyślania Draco przerwało chrząknięcie Pottera. Draco spojrzał na niego z kompletnie obojętnym wyrazem twarzy.
— No, Potter, jestem przekonany, że inni daliby się pokroić za spędzenie kilku minut w twojej niewątpliwie czarującej obecności, ale uwierz mi, ja do tej grupy wcale nie należę, więc gdybyś mógł się streścić i wyjść po mojej uprzejmej, acz zdecydowanej i ostatecznej odmowie, byłbym niesamowicie wdzięczny.
I w tym momencie Draco zamarł w niecierpliwym oczekiwaniu, ale niestety nie miał dziś szczęścia.
Poter mrugnął i wykrztusił tylko:
— Eee…
Draco stłumił nieodpartą chęć walnięcia głową w biurko.
— A tak konkretniej? — zapytał, stwierdzając, że za dwie minuty po prostu wywali go ze swojego biura, chrzanić uprzejmość i wyższość Malfoyów.
— Jakby to… tego no… chcężebyśzabiłmojążonę — wymamrotał coś w końcu, nie żeby Draco zrozumiał z tego choć pół słowa.
— Potter, ja wiem, że zabiłeś Czarego Pana i uratowałeś świat. I rozumiem, że ludzie potrafią ci w związku z tym wiele wybaczyć. Ale, do cholery, nikt ci wcześniej nie napomknął, że mówienie polega na otwarciu ust i wyraźnym artykułowaniu głosek? Tak, żeby twojemu pechowemu rozmówcy jakimś cudem udało się jednak zrozumieć, co chcesz powiedzieć? Bo to jest dosyć ważne, jakbyś nie wiedział. No więc?
— Chcę zlecić ci zabicie mojej żony — burknął w końcu Potter cały czerwony i natychmiast spuścił wzrok, śledząc z zainteresowaniem wzory na dywanie.
Draco przez chwilę przetwarzał tę absurdalną informację i w końcu wybuchnął śmiechem.
— Nie wiem, co jest nie tak z twoją głową, ale widać musiało ci się znacznie pogorszyć. Tak czy inaczej, nie zgadzam się, miło było, możesz już iść, drzwi są tam — rzucił szybko Draco, dla pewności wskazując kierunek dłonią, bo Potter ześwirował już do reszty i mógł mieć problemy nawet z trafieniem do wyjścia.
Potter jednak wcale nie wyglądał, jakby miał zamiar się ruszać z miejsca. Draco westchnął.
— Wyjście jest w tamtą stronę — powiedział powoli, przypominając sobie, że do wariatów należy mówić wolno i wyraźnie. — Jak wstaniesz z krzesła i się odwrócisz, to po zrobieniu jakichś siedmiu kroków znajdziesz się przed drzwiami i wtedy…
Ale Draco nie dane było dokończyć zdania, bo Potter zerwał się na nogi i zaczął wrzeszczeć. Szczyt chamstwa i bezczelności, gdyby ktoś pytał Draco o zdanie.
— Malfoy, do cholery, nie rób ze mnie debila! Dobrze wiem, czego chcę, nie zwariowałem i nie mam pięciu lat, więc nie traktuj mnie jak niedorozwinięte dziecko. Wyobraź sobie, że nie na co dzień wparowuję do gabinetów moich największych wrogów, prosząc ich o ukatrupienie mojej własnej żony, więc — jeśli mieści się to w twojej tlenionej głowie — to każdego wytrąciłoby to nieco z równowagi. Jasne?
Draco zgrzytnął zębami, ale powstrzymał się od chwycenia za różdżkę.
— Potter, jesteś ślepy jak kret, więc z łaski swojej kup sobie nowe okulary i nie obrażaj ludzi w taki sposób, bo ktoś kiedyś nie wytrzyma i spróbuje przekonać się na własnej skórze o twojej rzekomej nieśmiertelności, a to może być bolesne, nie żebym się tym przejmował. W każdym razie zapamiętaj sobie raz a dobrze, a najlepiej w ogóle zapisz, bo oprócz głupoty, ślepoty i gryfonizmu masz pewnie w komplecie także sklerozę, że moje włosy są naturalne!
Potter popatrzył na niego z politowaniem.
Draco stwierdził, że wyczerpał cały pakiet dobrych uczynków, cierpliwości, łaskawości, wyrozumiałości i kilku innych rzeczy na kilka lat wprzód. Potter przeginał, a on nie miał zamiaru tego tolerować w swoim własnym gabinecie i to na dodatek nie w godzinach umówionego spotkania, i jeszcze z kimś, kto doszczętnie zwariował. Zaczął podnosić się z krzesła.
Ale nie zdążył zacząć spektakularnej akcji wyrzucania Pottera, bo Gryfon zaczął coś mamrotać. Draco naprawdę nie chciał go słuchać, ale mamrotanie było dosyć natarczywe, a na dodatek Potter wymachiwał gorączkowo rękami, więc i tak zbliżenie się do niego było w tej chwili zbyt niebezpieczne i z pewnością niezachęcające.
— No dobra. Masz minutę, żeby powiedzieć to, co właśnie z takim zapamiętaniem mamroczesz, ale tak, żebym to zrozumiał, do cholery! — warknął w końcu, dochodząc do wniosku, że tracenie panowania nad sobą może nie być najlepszym rozwiązaniem, grunt to dać Potterowi do zrozumienia, że nie zabije jego żony, a im szybciej Potter to zrozumie, tym szybciej sobie pójdzie.
Potter odetchnął głęboko, odchrząknął, przeczesał włosy palcami i poprawił okulary na nosie.
Draco czekał, licząc w myślach do stu, a kiedy był przy sześćdziesięciu ośmiu, Potter w końcu się odezwał:
— Sorry za komentarz o włosach — wykrztusił z widoczną niechęcią. — I naprawdę chcę, żebyś zabił Ginny.
— A ja ci mówię, że nie ma mowy, moja reputacja ległaby w gruzach, to raz, dwa, zabiliby mnie dziennikarze, twoi przyjaciele, Weasleyowie, a potem pewnie jeszcze ty, bo nagle by ci się to odwidziało i miałbyś jeden z lepszych dni, kiedy dla odmiany nie masz morderczych skłonności w stosunku do własnej żony. Widzisz, nie uśmiecha mi się umierać raz, a co dopiero kilka razy, a nawet ja nie poradziłbym sobie z takim tłumem. A po trzecie, nie wiem, czy widziałeś tę wielką tablicę przed drzwiami, ale pewnie byłeś zbyt zajęty samym nieproszonym wepchnięciem się do mojego gabinetu, w każdym razie, nie przyjmuję żadnych zleceń rodzinnych!
Potter jakby trochę się zmieszał. A potem rozpromienił, co tylko utwierdziło Draco w tym, że Wybawca świata naprawdę oszalał już do reszty.
— A jeżeli podpisalibyśmy taki mały aneksik, że nie będę zgłaszał żadnych pretensji ani roszczeń w związku z wykonaniem umowy? — Potter rozsiadł się na fotelu, obrzydliwie z siebie zadowolony.
Draco poczuł się trochę zagięty, ale nie miał zamiaru się poddawać.
— Dobra, jeśli ewentualnie mam się zgodzić na to szaleństwo, zauważyłeś, że położyłem nacisk na słowo „jeśli”, a potem jeszcze większy na „ewentualnie”, to musisz mi powiedzieć, czemu chcesz to zrobić. I lepiej, żeby to był dobry powód.
Harry zaczerwienił się lekko.
Draco zaczął stukać niecierpliwie palcami w blat biurka.
Potter zgarbił się i wcisnął głębiej w fotel.
— Potter, nie mam całego dnia.
Były Gryfon westchnął.
— Jestem gejem, okej?
Draco opadła szczęka. A potem, zanim zdążył się powstrzymać, wyrwało mu się:
— O kurwa, Weasley musiała być naprawdę straszna, że aż zmieniłeś orientację.
A ponieważ ten dzień i tak już dawno minął granicę normalności, skręcił w stronę „uwierz, możesz się zdziwić jeszcze bardziej” i teraz mijał właśnie drogowskaz „o kurwa, niemożliwe”, Draco powoli zaczynał godzić się z myślą, że trudno, Potter już tak ma i Draco nigdy nie będzie przygotowany na to, co się może stać. Ale kiedy Potter zaczął się śmiać i rzucił: „Nawet nie chcesz wiedzieć” Draco znowu musiał zbierać szczękę z podłogi. Na szczęście szybko się otrząsnął, choć z wyniku szoku zgubił po drodze gdzieś swoje wrogie nastawienie, choć na pocieszenie sarkazm i złośliwość go nie opuściły.
— Ale zdajesz sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak rozwód? — zapytał, dalej wytrącony z równowagi.
Potter śmiał przewrócić oczami.
— Nie, Malfoy, pierwszy raz o tym słyszę, myślałem, że po prostu wszyscy się mordują, jak mają siebie dość.
Draco zgrzytnął zębami.
— Więc z łaski swojej możesz mi zdradzić, czemu przeskoczyłeś rozwód, przechodząc od razu do etapu „najlepiej ją zamordować”?
— Pomijając to, że Ginny tak naprawdę jest dwulicową i fałszywą babą, która doprowadza mnie do szału i wykorzystuje tylko ze względu na moją sławę i pieniądze?
Draco z trudem zachował uprzejmie zainteresowany wyraz twarzy. Że co? Mała łasica była wredną suką? To było coś nowego.
— Tak, pomijając to.
— Wiesz, ilu krewnych mają Weasleyowie?
Draco skrzywił się.
— Mogę się tylko domyślać.
— No właśnie. To pomnóż to jeszcze razy trzy. A potem pomyśl, ile oni wszyscy mają długów i pomnóż to razy pięć. A na koniec pomyśl o tym, że moje droga żoneczka jest naprawdę wredną, skąpą jędzą, która darzy wszystkich swoich krewnych jakąś dziwną i z pewnością chorą miłością. I w tej swojej pustej główce wykombinowała sobie, że jeśli ja, Narodowy Bohater, Chłopiec, Który Przeżył i Tak Dalej, zażądam od niej rozwodu, to ona, jako ta biedna, porzucona i pogrążona w rozpaczy bezbronna kobieta, musi coś z tego mieć. A to coś jest całym moim majątkiem. To raz. Po drugie, rozwód byłby idealną sensacją dla dziennikarzy, jechaliby na tym rok, jak nie dłużej, a ja naprawdę mam dość bycia na pierwszych stronach gazet, nie mówiąc już o tym, że niekoniecznie chcę, żeby wszyscy komentowali to, co robię, oceniali mnie i czepiali się mojej orientacji seksualnej. Uwierz mi, to nie jest fajne. A poza tym zawsze robią mi masakryczne zdjęcia. A jeśli Ginny zginie jakoś przypadkiem, powspółczują mi trochę, zrobią dwa dni żałoby narodowej po żonie Zbawcy Świata i tyle, nara, mogę wrócić do swojego życia i mieć święty spokój. No dobra, względnie święty, pewnie i tak te harpie z Proroka uczepią się tego tematu, a miliony fanek będzie mi wysyłać kartki z kondolencjami, ale szum będzie stosunkowo mniejszy i krótszy. Co, jak się pewnie domyślasz, robi mi dość znaczącą różnicę.
Draco miał tego dość. Ile razy Potter może go tak szokować? To z pewnością było niezdrowe, Draco już czuł się cały roztrzęsiony i było mu za gorąco. Ale to ostatnie akurat mogło być spowodowane tym, że jego wredny i zdradziecki mózg podsunął mu właśnie pewne wizje z piątego roku w Hogwarcie, co biorąc pod uwagę fakt, że ich główny bohater siedział teraz metr od niego, nie było chyba najlepszym pomysłem. No i Draco zawsze miał bardzo obrazową wyobraźnię. Potrząsnął głową, próbując jakoś poukładać w głowie nowe fakty, którymi Potter z jakąś sadystyczną przyjemnością go zalewał, czekając pewnie, aż Draco dostanie jakiegoś ataku. Ale niedoczekanie jego, Draco był twardy… to jest potrafił dużo znieść i żaden Potter i jego rewelacje, nie mówiąc już o byciu gejem go nie ruszą. No dobra, może trochę, bo w końcu nie na co dzień Chłopiec, Który Przeżył zmienia orientację, prawda? No i kto nie chciałby przelecieć Pottera? Nie żeby Draco wcześniej o tym rozmyślał, w końcu Potter był hetero. No właśnie, był. W każdym razie, fakty, miał porządkować fakty. A więc Weasley była wredną jędzą i Potter chciał, żeby ją zlikwidować, sam Potter był gejem, a na dodatek okazało się, że ma szczątkowe poczucie humoru, a jego argumentacja zdradzała śladowe ilości logicznego myślenia. Kogoś innego zabiłoby to wszystko na miejscu, ale Draco był Ślizgonem. I Malfoyem. I człowiekiem, dzięki któremu zalegalizowano płatne zabójstwa, bo tak rozkręcił ten biznes, że nie mogli mu odpuścić takich podatków. Może Potter i był wyjątkowy, ale Draco wcale nie pozostawał tak daleko w tyle.
No i po chwili minęło mu oszołomienie, a zszokowanie uprzytomniło sobie, z kim właśnie zadarło i szybko się ulotniło. Draco poczuł się o wiele lepiej i już budziła się w nim żyłka do interesów. Takie zlecenie będzie Pottera sporo kosztować. A na dodatek cała sprawa miała być wielką tajemnicą, a samo morderstwo upozorowane na wypadek, więc Draco będzie mógł ominąć oficjalne kanały i nie zapisać tego w księgach rachunkowych. Czyli same plusy. A jak Potter podpisze jeszcze tę umowę, Draco będzie zabezpieczony z każdej strony. A poza tym, kto by uwierzył, że Potter zlecił mu zamordowanie własnej żony? Czyli wszystko grało idealnie.
— No dobrze — powiedział Draco po dłuższej chwili, kiedy już wszystko sobie dokładnie przeanalizował i wahał się już tylko nad liczbą zer na czeku, który zaraz wystawi. — Ale to cię będzie drogo kosztować.
Potter tylko wzruszył ramionami.
— W to nie wątpiłem ani przez chwilę, jednak zamiast liczyć już moje pieniądze, powiedz mi, kiedy mogę się spodziewać jakichś rezultatów. I, oczywiście, rozumiem, że gwarantujesz stuprocentową skuteczność? Wiesz, nie uśmiecha mi się przesiadywanie w szpitalu z moją do połowy ukatrupioną żoną, to byłoby raczej niewygodne, nudne i męczące. I ten cały szum medialny, sam rozumiesz. A więc?
Draco trochę się zaniepokoił. A jak ta nieśmiertelność Pottera przenosiła się wraz z nazwiskiem? To byłaby katastrofa. Ale z drugiej strony Voldi bez problemu machnął za jednym razem dwóch Potterów, więc chyba nie powinno być problemów.
— Oczywiście, że gwarantuję stuprocentową skuteczność — poinformował Pottera z wyższością. — A co do terminu, hmm… myślę, że tydzień wystarczy w zupełności.
Potter uśmiechnął się z ulgą, poprosił o pióro i pergamin i szybko nabazgrolił mu oświadczenie, w którym zobowiązał się do absolutnego braku roszczeń w związku z wykonaniem zadania, które zlecił Draco Malfoyowi w dniu takim a takim. Obaj się podpisali i Potter w końcu opuścił jego gabinet. Co w sumie nic nie zmieniło, bo życie Draco i tak zdążyło się przez ostatnią godzinę wywrócić do góry nogami i to raz w lewą stronę, a raz w prawą, a teraz wisiało jakoś tak krzywo i chybotało się nieprzyjemnie. A Draco nadal było trochę za gorąco. I to nie dlatego, że w jego kieszeni spoczywał czek z naprawdę przyjemną liczbą zer.
Co się do cholery stało z moim „nie przyjmujemy zleceń rodzinnych i nie wystawiamy czeków z góry”?, zaklął w myślach. A wszystko przez Pottera! Jak zwykle zresztą, stwierdził z ponurą akceptacją. Ale może przynajmniej uda mu się zdziałać coś w kwestii tych fantazji z piątego roku, to był jakiś plus.


~*~

3 dni później

— Draco, kurwa, coś ty nam dał za zlecenie? — ryknął rozwścieczony krasnolud, wparowując do gabinetu Draco, a zaraz zanim wparowało jego sześciu braci, w stopniu rozwścieczenia dużym, ogromnym, lub średnim, bo Maurycy ze szklistym wzrokiem wpatrywał się w ścianę, mamrocząc coś pod nosem, więc rozwścieczenie nie było u niego zbyt widoczne, ale na wszelki wypadek trzeba było uznać, że jest co najmniej średnie. Z krasnoludami w końcu nigdy nie wiadomo. Draco ocknął się gwałtownie z bardzo przyjemnego rozmarzenia, którego głównym bohaterem był… Tak, lepiej to przemilczeć.
— Tak się konkurencji nie wykańcza!
— Próbowaliśmy wszystkiego!
— Chcieliśmy maszkarę utopić.
— Ale menda nie chciała utonąć, nawet z wielkim kamieniem przywiązanym do szyi.
— Chcieliśmy ją ustrzelić z kuszy, ale Maurycy — widzisz w jakim jest teraz stanie?! Kto nam zwróci za terapeutę? — chybił pierwszy raz od trzydziestu lat.
— Potem spróbowaliśmy trucizny. Mietek przygotował prawdziwy mix, cyjanek, tojad, wilcza jagoda, szalej jadowity i nawet doprawił to załsonakiem rudym, żeby ładnie brzmiało, mówię ci, jabłuszko było jak złote, a ona co. Nic ją nie ruszyło, nawet się nie zakrztusiła — gorączkował się Marian.
— Potem Maksiu zwinął ciotce tę mieszankę, co Śnieżkę na wieczność uśpiła, księcia pomijamy, tutaj by nikt jej nie całował, ale ten babsztyl ledwie ziewnął, o żadnym śnie wiecznym nawet nie mówiąc.
I trwało to jeszcze dobre dziesięć minut. Draco miał ochotę ziewnąć, ale Marian trzymał w rękach naprawdę duży topór i wolał nie ryzykować.
— Chłopaki. — Podniósł ręce w obronnym geście. — Skąd miałem o tym wiedzieć?
Krasnoludy zgodnie zmarszczyły brwi.
— No dobra. Powiedzmy, że ci wierzymy. Ale zwrócisz nam za terapeutę! I jak będą jakieś komplikacje przy następnym zleceniu, to policzymy się inaczej, jasne?
Draco zgodził się od razu. Krasnoludy, choć wydawały się niepozorne i łagodne jak baranki, wiecie, te wszystkie czerwone czapeczki, pseudonimy w stylu Gapcio i inne „hopsasy”, cóż, to był tylko naprawdę dobry kamuflaż. Oni byli profesjonalistami w swoim fachu, a tajniki zawodu przekazywali z pokolenia na pokolenie od wielu, wielu lat. No i tylko oni mogli mieszkać w wieżowcu na kurzej nóżce, Draco nie znał nikogo, kto wszedłby tam bez zaproszenia, a wieżowiec potrafił przemieszczać się zgodnie z życzeniem właścicieli, więc ogólnie krasnoludy mogły robić, co chciały i nikt z nimi nie zadzierał.
Ale skoro nawet oni polegli, nie miał wyjścia. Została mu tylko jedna osoba, do której mógł się zwrócić. Wcześniej tylko dwa razy korzystał z jej usług i oba razy dosyć mocno tego żałował. Mroczna Wiedźma nigdy nie robiła nic za darmo, a jej forma wynagrodzenia zawsze była wyjątkowo nieprzyjemna dla Draco, jego kieszeni i nie tylko.
A na dodatek Potter codziennie wysyłał mu sowy z pytaniem, czy są jakieś postępy, więc Draco musiał porzucić swój plan pod tytułem: „nie myślę o Potterze, Potter wcale nie oświadczył mi w moim własnym gabinecie, że jest gejem, nie miałem żadnych fantazji w Hogwarcie i moje życie seksualne ma się dobrze, dziękuję!”. Czyli ogólnie nie narzekał na nadmiar szczęścia. Ale przynajmniej mógł to wszystko zwalić na Pottera, co troszkę poprawiało mu humor.
Ale wracając do Mroczej Wiedźmy… Cóż, na pewno warto zaznaczyć, że przydomek „mroczna” nie wziął się znikąd. „Wiedźma” też nie. Ale kobieta była naprawdę skuteczna.
No i miała jakąś dziwną słabość do blondynów, co z jednej strony było dobre, bo Draco w miarę szybko przekonywał ją do przyjęcia zlecenia, ale z drugiej… O drugiej stronie Draco wolał nie mówić. Tym razem spędził całe piętnaście minut, tłumacząc jej, że to ma wyglądać jak wypadek. Koniecznie, absolutnie i bezwzględnie.
— W—Y—P—A—D—E—K — przeliterował Draco dosadnie. — Rozumiemy się?
— Och, Draco — zamruczała Wiedźma i nadąsana wydęła usta. — Psujesz całą zabawę — poskarżyła się.
Draco przewrócił oczami, profilaktycznie cofnął się o dwa kroki i nadepnął na kota. A raczej dziwne wyleniałe stworzenie, które ktoś, przy dużej dozie wyrozumiałości, mógłby nazwać kotem. Draco przypominało to raczej połączenie nietoperza albinosa z pomarszczonym skórzanym workiem, ale cóż, to było ukochane zwierzątko Mrocznej Wiedźmy, więc zachował te uwagi dla siebie. W każdym razie rzekomy kot miauknął przeraźliwie, wczepił się ostrymi pazurami w jego łydkę i po długiej, bolesnej chwili puścił swoją zdobycz, i obrażony oddalił się na swoje posłanie. Draco stłumił chęć pomasowania piekącej nogi i uśmiechnął się do kobiety, jak gdyby nigdy nic.
W końcu udało mu się opuścić chatkę Mrocznej Wiedźmy z obietnicą, że jutro o tej porze rude szkaradztwo będzie już wąchać kwiatki od spodu.
Jednak jutro o tej samej porze wcale nie dostał notki ze słowami „mission accomplished” (Mroczna Wiedźma była fanką mugolskiego kina, a w szczególności amerykańskich filmów sensacyjnych), tylko z: „mission impossible, nawet Tom Cruise by nie pomógł, głupota ofiary przekreśla wszystkie próby pozbawienia jej życia, what a bitch!”. Niżej było jeszcze post scriptum, ale Draco przezornie go nie przeczytał. Niektóre wizje i fantazje Mrocznej Wiedźmy potrafiły boleć przez wiele lat. A Draco miał ważniejsze rzeczy na głowie. Na przykład dalej żyjącą Ginny Potter. A to oznaczało, że musiał wziąć sprawy we własne ręce.

~*~

dwa dni później

Draco miał plan. W sumie to miał ich nawet kilka, ale musiał odrzucić te bardziej brutalne w stylu „wezmę tasak i ją ukatrupię”, bo przecież to miało wyglądać jak wypadek. No i w końcu to Draco był szefem agencji „Na tamtą stronę” i to on rozkręcił ten biznes, i to, że teraz siedział za biurkiem wcale nie oznaczało, że nie zna się na swoim — z braku lepszego słowa — fachu. W odpowiednich kręgach był ikoną i symbolem zbrodni doskonałej. I wcale nie wyszedł z wprawy, nie rozumiał, jak ludzie mogli puszczać takie plotki. Ich szczęście, że brakowało mu czasu na tak trywialne sprawy jak ich szukanie i dawanie nauczek. Miał lepsze rzeczy do roboty. Jak na przykład ratowanie swojej reputacji i zamordowanie Ginny Potter. I nawet jeśli będzie to wyglądało jak wypadek, a będzie, bo Draco mimo wszystko nie chciał zadzierać z Potterem i hordą Weasleyów, to w jego kręgach wszyscy będą wiedzieli, co się stało i kto tego dokonał. Co zagwarantuje Draco szacunek całego przestępczego światka, zrobi wspaniałą reklamę i pozwoli podnieść ceny. Gorzej, że z samym mordowaniem żoneczki Pottera był mały problem. Najwyraźniej jego przyszła ofiara miała takiego dzikiego farta, głupie szczęście i wyjątkową zdolność do wychodzenia z najgorszych opresji, że wszystkie tak dokładnie i pieczołowicie szykowane zamachy po prostu się nie udawały. Statystycznie to było niemożliwie. Logicznie, racjonalnie i zdrowo rozsądkowo też nie. Ale czy kogoś to obchodziło? Oczywiście, że nie, liczyło się to, czy maszkarę ukatrupi, a nie to, ile miał po drodze problemów. Cholerny świat, syknął Draco przez zęby, jeszcze bardziej rozpłaszczając się na dachu budynku. Jego plan może nie był zbyt wyrafinowany, ale Draco uznał, że jego prostota ma znamiona geniuszu, a poza tym poziom wyrafinowania sposobu zabicia musiał najwidoczniej odpowiadać ofierze, bo Ginny wszystkie najbardziej wymyślne próby przeżyła bez szwanku. Tak więc zwykła dachówka powinna załatwić sprawę. Tylko ta jędza musiała wyjść w końcu od fryzjera i minąć budynek, na którym czaił się Draco. Nic prostszego.
Po godzinie czekania jego ofiara w końcu raczyła wyjść z salonu fryzjerskiego. Draco nie zauważył co prawda żadnej różnicy, rude kłaki to rude kłaki, są prostackie i ordynarne, co by się z nimi nie robiło. A jak się jeszcze nie ma gustu i zakłada błękitny płaszcz… Ona po prostu prosiła się o tę dachówkę!
Draco już zaczynał się uśmiechać, ściskając w dłoni swój zabójczy pocisk, kiedy nagle omal nie wrzasnął z frustracji. Ginny zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu. Chwilę temu jeszcze szła chodnikiem, jak gdyby nigdy nic, a teraz nie było po niej śladu. Draco w jednej chwili znalazł się na dole, porządnie zdenerwowany i zirytowany. Przecież nie mógł mieć takiego pecha, to już przekraczało wszelkie granice! I wtedy zobaczył coś, co sprawiło, że na jego twarzy pojawił się naprawdę paskudny i pełen zadowolenia uśmiech. Niezabezpieczona studzienka na środku chodnika ziała zapraszającą czarną pustką. Draco podszedł i pochylił się z zaciekawieniem. Kilkadziesiąt metrów niżej z trudem mógł dostrzec malowniczo zmasakrowane ciało w niebieskim płaszczu. Jest jednak jakaś sprawiedliwość na tym świecie, pomyślał i wykonał szybki anonimowy telefon do odpowiednich służb. Swoją drogą, trzeba być naprawdę tępym, żeby przeżyć kilkadziesiąt zaplanowanych i starannie przygotowanych przez profesjonalistów zamachów i wykitować wpadając do zwykłej studzienki kanalizacyjnej, stwierdził Draco w myślach i spacerkiem wrócił do swojego biura, wysyłając natychmiast sowę do Pottera.
Nalał sobie szklaneczkę ognistej i rozkoszował się zakończonym zleceniem. Co z tego, że nie zrobił tego osobiście. Skoro nawet Mroczna Wiedźma poległa, to on nie musiał się przejmować własnym niepowodzeniem. Zresztą i tak wszyscy pomyślą, że on ją tam wepchnął, jego reputacja na tym tylko zyska. I kiedy tak siedział z nogami na biurku i ręką założoną za głowę, popijając ognistą, nagle usłyszał jakiś rumor, krzyki i miał dziwne wrażenie déjà vu, całkiem prawidłowe zresztą, bo kilka sekund później do jego gabinetu wpadł Potter. Potter rozczochrany, rozpromieniony i z podejrzanie błyszczącymi oczami. A na dodatek z praktycznie pustą butelką czegoś zielonego, co pieniło się niebezpiecznie i nawet z odległości kilku metrów zionęło czystym spirytem. Draco zachwiał się na fotelu i z trudem odzyskał równowagę, co nie miało znaczenia, bo chwilę później Potter rzucił się na niego i Draco naprawdę nie miałby nic przeciwko, gdyby nie to, że oberwało mu się dość boleśnie butelką, a kilka kropli chlusnęło na jego szatę, która zaczęła się lekko dymić.
— Potter, do cholery, opanuj się! — Próbował wrzasnąć Draco, ale był już lekko przyduszony, więc efekt osiągnął raczej marny. Potter jednak odsunął się od niego, pociągnął łyk z butelki i z niejakim trudem opadł na fotel. Draco poluźnił kołnierzyk szaty i spojrzał na Pottera z lekkim politowaniem, ale nie był pewien, czy na jego twarzy nie malował się raczej wyraz tłumionego pożądania. Cholera wie, już same opary tego zabójczego trunku mogły mu zaszkodzić.
— Dlaco — wybełkotał Potter z uczuciem. — Nawet nie wysz, jak sssię cieszhe! Jesztem wooooolny! I sssszczęśliwy! Jędza nie szyje i mogę robić, co mi się ży.. szywnie podoba!
Draco miał małe problemy z koncentracją, o zrozumieniu tego pijackiego bełkotu już nie wspominając. Ta rozchełstana koszula, rumieńce i w ogóle…
— Wiesssssz — bełkotał dalej Potter radośnie — mogę sssię ussssciskać?
I zanim Draco zdążył zaprotestować, Potter wisiał mu na szyi, ściskając go cokolwiek za mocno. Na szczęście zostawił butelkę na biurku i Draco nie musiał się bać, że obleje go tym czymś.
— Potter — wykrztusił w końcu — rozumiem, że zareagowałeś na tę radosną nowinę z nieco nadmiernym entuzjazmem, ale…
Jednak nie dane mu było skończyć, bo Potter zachwiał się, poluźnił uścisk na szyi Draco, jednocześnie obejmując go mocniej w pasie i zanim blondyn zdążył się zorientować, mokre, gorące i bardzo chętne usta Pottera znalazły się na jego własnych, skutecznie umożliwiając mu powiedzenie czegokolwiek. Draco przez chwilę próbował się opierać, w końcu nie był aż taki łatwy… no dobra, był. Ale to nie jego wina! To wina piątego roku i tych cholernych snów i… Potter był kompletnie pijany, Draco nie powinien tak tego wykorzystywać. Co oznaczało, że zrobię to z przyjemnością, pomyślał, zatracając się na powrót w pocałunku. Ciekawe, że Potter nawet w takim stanie potrafił nieźle całować. Widocznie śmierć żony obudziła w nim jakieś dzikie instynkty i podziałała bardzo stymulująco. A Draco już zadba o to, żeby ten stan potrwał jak najdłużej. A jeśli Potter będzie miał później jakieś wątpliwości... Cóż, Draco potrafił być bardzo przekonujący.

~*~

rano

Draco z trudem otworzył jedno oko, mrużąc je natychmiast z powodu oślepiającej jasności. Powoli rozejrzał się dookoła, mgliście przypominając sobie, gdzie jest. Po ścianach to pomieszczenie przypominało jego gabinet, ale co do reszty… Zerwane zasłony, poprzewracane meble, rozrzucone książki i papiery, co się do cholery wczoraj działo? Po chwili udało mu się uchylić obie powieki i zmusić mózg do jakiejś współpracy. Wątpliwej jednakowoż. Gdyby tylko nie ten rozdzierający ból głowy… I wtedy jego wzrok spoczął na Potterze, nagim, co warto zaznaczyć, który leżał tuż obok niego, z twarzą wtuloną w szyję Draco, jedną ręką spoczywającą na biodrze blondyna, a w drugiej ściskał pustą butelkę. Draco zaczynał kojarzyć fakty. Ruda wiedźma nie żyła, Potter przyszedł do niego kompletnie zalany i rzucił się na niego, a potem… potem wszystko jakby się rozmywało. Czyli, że ja też piłem to zielone paskudztwo, pomyślał Draco, ostrożnie i nieskończenie powoli podnosząc dłonie do skroni i masując je lekko. Odsunął delikatnie rękę Pottera i wstał. Co chyba nie było najlepszym pomysłem, bo zakręciło mu się w głowie, mdłości mocno przybrały na sile, a ból głowy usiłował przewrócić go z powrotem na ziemię. Ale niedoczekanie jego. Draco dowlókł się do fotela, opadł na niego bez sił i usiłował przypomnieć sobie, czy ma tutaj eliksir na kaca. Po trzech minutach doszedł do wniosku, że tak, więc ruszył w powolną i żmudną wędrówkę do barku, który szczęśliwie nie ucierpiał poprzedniej nocy. Po kilku łykach eliksiru poczuł się o wiele lepiej, chociaż musiał przyznać, że zielone świństwo było naprawdę mocne i nawet po podwójnej dawce mikstury dalej odczuwał skutki wczorajszej libacji.
— Potter — mruknął, podchodząc do śpiącego w najlepsze mężczyzny. — Potter — powiedział głośniej, szturchając go lekko. Potter poruszył się w końcu, otworzył oczy, natychmiast je zamknął i jęknął. Draco uśmiechnął się mimowolnie i łaskawie podał mu fiolkę z eliksirem. Potter wypił wszystko jednym haustem i usiadł, rozglądając się nieprzytomnie dookoła.
— O kurwa — rzucił, widząc zdemolowany pokój.
— No — zgodził się Draco.
Wtedy wzrok Pottera skupił się w końcu na blondynie. Potter chyba przetwarzał informacje, bo nawet przestał mrugać na chwilę.
— Nigdy więcej nie wypiję już niczego, co dali mi bliźniacy — mruknął w końcu, z odrazą wpatrując się w leżącą obok butelkę.
— Chociaż w sumie — zaczął znowu, przyglądając się butelce w skupieniu — gdybym tego nie wypił, nigdy bym tutaj nie przyszedł, prawda?
— Osobiście zasugerowałbym, że biorąc pod uwagę twoje skłonności do robienia najmniej oczekiwanych rzeczy, wypicie tego czegoś wcale nie było ci potrzebne — stwierdził Draco, bezskutecznie usiłując znaleźć swoje spodnie. Cholera, lada moment mogli się tu zjawić jego sekretarka, prawnik, albo co gorsza klienci. A on nawet nie wiedział, gdzie jest jego różdżka.
Potter przyglądał się chwilę jego gorączkowym miotaniu się po gabinecie, leżąc rozwalony na dywanie zupełnie bezwstydnie. No dobra. Draco musiał przyznać, że Potter absolutnie nie miał się czego wstydzić.
— Nie martw się, zostawiłem karteczkę na drzwiach — poinformował go obrzydliwie zadowolony z siebie Potter.
Draco z duszą na ramieniu, owinięty zasłoną, zajrzał za drzwi. Owszem, wisiała na nich karteczka. Ze słowami: „Orgia zamknięta, wróćcie jutro. Albo lepiej pojutrze”. Draco szybko zerwał kartkę i zatrzasnął drzwi do gabinetu, dziękując w duchu, że było jeszcze na tyle wcześnie, że nikt tego nie zobaczył.
— Potter… — zaczął zirytowany, podchodząc do dalej leżącego chłopaka. Ale nie zdążył dokończyć, bo Harry pociągnął za wlekącą się za Draco firanę i chwilę później blondyn leżał już na dywanie, przyciśnięty przez jak najbardziej obudzonego Pottera. Jęk protestu zmienił się w jęk rozkoszy i cóż…
Jedno Draco wiedział na pewno. To, co zaczęli wczoraj w nocy, na pewno nie skończy się w najbliższej przyszłości. A po drugie, z Potterem nie sposób było się nudzić.


KONIEC
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6215
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez daimon » 10 maja 2011, o 02:02

:serce:

Ale jest cudownie, prawda? Słonko za oknami i tak cieplusio... Ale ad rem! Kocham tę miniaturkę. Jest kwintesencją mackowatości ;) Zabawne też jest to, że efekt końcowy jest odwrotnie proporcjonalny do Twojego humoru w trakcie jej tworzenia. Pamiętasz, jak narzekałaś? I mało brakowało, a tekst by nie powstał. Na szczęście się to nie przydarzyło! A towarzyszenie jego pisaniu było naprawdę fajnym doświadczeniem :D

Kocham tu monologi myślowe Draco. Nie mówięc już, że Draco szef firmy "Na tamtą stronę" (genialna nazwa!) jest osom :seksi: Najwyraźniej zabijanie Ginny służy zarówno jemu jak i Tobie :lol2:

Poter mrugnął i wykrztusił tylko:
— Eee…
Draco stłumił nieodpartą chęć walnięcia głową w biurko.
— A tak konkretniej? — zapytał, stwierdzając, że za dwie minuty po prostu wywali go ze swojego biura, chrzanić uprzejmość i wyższość Malfoyów.

Heheheh :D

— Ale zdajesz sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak rozwód? — zapytał, dalej wytrącony z równowagi.
Potter śmiał przewrócić oczami.
— Nie, Malfoy, pierwszy raz o tym słyszę, myślałem, że po prostu wszyscy się mordują, jak mają siebie dość.

Potterek też jest niczego sobie, prawda? ;)

choć musiał przyznać, że Potter czerpał chyba niezdrową przyjemność z przekraczania tych granic, rujnując przy okazji wiarę Draco w jakieś stałe w jego życiu, nie mówiąc o burzeniu spokoju, naruszaniu jego poczucia pewności siebie i psucia humor w sposób, znany tylko i wyłącznie Potterowi. Bo to zawsze była jego wina, nie oszukujmy się. Potter miał jakiś naturalny talent do zaginania czasoprzestrzeni. Te wszystkie starcia z Czarnym Panem, wygrane mecze quidditcha… tak, to z pewnością nie było coś naturalnego. Draco był o tym przekonany już dawno temu, w Hogwarcie codziennie spotykał się dowodami na to, że Potter leciał na jakichś wspomagaczach. Może ta blizna miała jakieś szczególne właściwości?

LOL! Wizja Pottera jadącego na wspomagaczach jedyna. Może moja blizna na czole też ma jakieś szczególne właściwości? *myśli*

Jednak jutro o tej samej porze wcale nie dostał notki ze słowami „mission accomplished” (Mroczna Wiedźma była fanką mugolskiego kina, a w szczególności amerykańskich filmów sensacyjnych), tylko z: „mission impossible, nawet Tom Cruise by nie pomógł, głupota ofiary przekreśla wszystkie próby pozbawienia jej życia, what a bitch!”

Fragment z Tomem Cruisem jest jednym z moich ulubionych! :D

— Potter — mruknął, podchodząc do śpiącego w najlepsze mężczyzny. — Potter — powiedział głośniej, szturchając go lekko. Potter poruszył się w końcu, otworzył oczy, natychmiast je zamknął i jęknął. Draco uśmiechnął się mimowolnie i łaskawie podał mu fiolkę z eliksirem. Potter wypił wszystko jednym haustem i usiadł, rozglądając się nieprzytomnie dookoła.
— O kurwa — rzucił, widząc zdemolowany pokój.
— No — zgodził się Draco.

A tu przed oczami stanął mi pierwszy odcinek QAF, kiedy Brian i Justin wreszcie się budzą po swej pierwszej burzliwej nocy i Brian próbuje ogarnąć wzrokiem swój zdemolowany pokój, a Justin mówi mu, że chodził na rękach XD

I w ogóle mogłabym bardzo długo jeszcze cytować, bo fragmentów jest wiele. Kocham Twoich krasnoludów, są osom no i ...

Krasnoludy choć wydawały się niepozorne i łagodne jak baranki, wiecie, te wszystkie czerwone czapeczki, pseudonimy w stylu Gapcio i inne „hopsasy”, cóż, to był tylko naprawdę dobry kamuflaż. Oni byli profesjonalistami w swoim fachu, a tajniki zawodu przekazywali z pokolenia na pokolenie od wielu wielu lat.

Czyż to nie świetne?!

Humor jest zabójczy (jak przystało zresztą na morderczą miniaturkę) i człowiek czyta z wielkim bananem na ustach, co chwila krztusząc się śmiechem. No i kto teraz powie, że zabijanie Rudej Chimery nie jest przyjemne (lodowy Potter potwierdza moją wersję!) A zatem pozostaje tylko podziękować za dedykację oraz stwierdzić, że każdego, kto ma jakieś awersje do zabijania Ginny należałoby odesłać do tego tekstu. Jego opory natychmiast stopnieją 8-) A zatem, kiedy znów zabijasz Rudą? :whistle:

Buziaki i duuuuużo weny oraz czasu na wszelką drarrystyczną aktywność:*
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1163
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Miss Black » 10 maja 2011, o 09:57

Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam! :dance: Bo któż inny pochowałby Ginny w ściekach? To było po prostu cudne - esensja Draco i Harry'ego, a zwróćcie Państwo uwagę, że w tych okolicznościach do najłatwiejszych to nie należało! Szalenie mi się podobały szemrane kontakty Draco, a zwłaszcza siedmiu krasnali. Wyjątkowo szczwane bestie - na plakatach Disney'a wyglądają tak rozkosznie i nieporadnie. Wiedźma wspaniała i nieco mi się kojarzy z pewną postacią z "Chłopaków w rajtuzach". Wiecie o kim mowa? :whistle:
Jednym słowem - zdecydowanie perełka.
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Havoc » 10 maja 2011, o 10:57

Dziękuuję! *wiesza się szyi*
Jak ja kocham komedie i parodie! Jak tylko Cię jeszcze na coś takiego natchnie, to koniecznie pisz, trzeba jakoś rozweselać nasze społeczeństwo~.

Przez połowę fanfika martwiłam się, że Ginny jednak uda się uciec przeznaczeniu, ale studzienka wyciągnęła ku niej swoje macki. :D I genialne było stwierdzenie, że śmierć inna od dostania cegłówką jest dla niej zbyt wyszukana. XD Mogłabym cytować i cytować, ale ograniczę się tylko do trzech:
— Chcieliśmy maszkarę utopić.
— Ale menda nie chciała utonąć, nawet z wielkim kamieniem przywiązanym do szyi.

No i w końcu to Draco był szefem agencji „Na tamtą stronę”

mission impossible, nawet Tom Cruise by nie pomógł, głupota ofiary przekreśla wszystkie próby pozbawienia jej życia, what a bitch!

:hahaha:

Przepraszam za mało składny komentarz.
everyone is trying to find the perfect person but nobody is trying to be the perfect person
Havoc Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 308
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 09:18

Postprzez Mika26 » 10 maja 2011, o 18:41

Widzę że 101 na ukatrupienie Ginny sposobów jest w trakcie realizacji jedna przywaliła ją lodowym posągiem Pottera nie dopuszczając do ślubu i unieszczęśliwienia go . A druga Wrzuciła "biedną" Ginny do ścieków i skręciła kark ( tak chyba będzie bliżej prawdy niż poprzednio) dopuszczając wcześniej by ta zrujnowała życie Harrego i sprawiła że ten nawet zmienił orientacje !!! No cóż BRAWO DZIEWCZYNY!!!!!!! ;) :) :D
A teraz na poważnie to opowiadanie naprawdę zwala z nóg !!!!!!!!! Wyrazy uznania dla autorki !!!
Kto by przypuszczał że Ginny okaże się Rudą Małpą która Będzie żerowała na biednym Harrym i uważała że Jego majątek jest po to by ratować Jej rodzinę ? ;) Pewnie połowa Fanów Harrego :) ale no cóż chłopak sam się w to wkopał :) dobrze że poszedł po rozum do głowy i postanowił się pozbyć kłopotu :) No ale wynajął do zadania profesjonalistę który zajął się problemem a i tak decydującą role odegrał tu przypadek. A więc gdzie zawodowy zabójca i Draco Malfoy nie może tam Studzienkę Ściekową pośle :D
Ostatnio edytowano 17 maja 2011, o 21:47 przez Mika26, łącznie edytowano 1 raz
Mika26 Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 84
Dołączył(a): 3 gru 2010, o 23:44

Postprzez MargotX » 10 maja 2011, o 20:36

Macki kochane, jak ja kocham, że Ty kochasz martwą Ginny :lol2: :devil: Uwielbiam ten tekst za jego fantastyczny humor, za przeurocze dialogi Draco i Harry'ego, za krasnali, za wiedźmę, za zielone świństwo zionące spirytem, które doprowadziło w efekcie do ruiny gabinet Draco, a jego samego zawiodło w objęcia Pottera i oczywiście też doprowadziło do ruiny :hahaha: No i oczywiście za przemyślenia Draco - same perełki:
Ale niedoczekanie jego, Draco był twardy… to jest potrafił dużo znieść i żaden Potter i jego rewelacje, nie mówiąc już o byciu gejem go nie ruszą. No dobra, może trochę, bo w końcu nie na co dzień Chłopiec, Który Przeżył zmienia orientację, prawda? No i kto nie chciałby przelecieć Pottera? Nie żeby Draco wcześniej o tym rozmyślał, w końcu Potter był hetero. No właśnie, był. W każdym razie, fakty, miał porządkować fakty.
i następna:
Draco trochę się zaniepokoił. A jak ta nieśmiertelność Pottera przenosiła się wraz z nazwiskiem? To byłaby katastrofa. Ale z drugiej strony Voldi bez problemu machnął za jednym razem dwóch Potterów, więc chyba nie powinno być problemów.
Albo to:
Draco musiał porzucić swój plan pt „nie myślę o Potterze, Potter wcale nie oświadczył mi w moim własnym gabinecie, że jest gejem, nie miałem żadnych fantazji w Hogwarcie i moje życie seksualne ma się dobrze, dziękuję!”. Czyli ogólnie nie narzekał na nadmiar szczęścia. Ale przynajmniej mógł to wszystko zwalić na Pottera, co troszkę poprawiało mu humor.

Hi hi, dobra, bo zacytuję całość :D W każdym razie, perełka dowcipu, fantastyczny Draco i równie fantastyczny Harry, co jest istotne! ;) Czytając, mam cały czas banana, jeszcze mi tak zostanie... :lol2:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2065
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Pa.she » 10 maja 2011, o 22:15

Hahahahahahahaaa... Przeczytałam! :D
Naprawdę wspaniały rozweselacz, ale jak mnie przerażało jednocześnie, że tacy specjaliści jak Krasnoludki (xD) albo Mroczna Wiedźma (XP) nie mogli sobie poradzić z zabiciem Ginny! Tak myślałam, że jak Draco wkroczy do akcji, to wszystko się uda.
Pomysł z taką profesją Draco, w dodatku legalną - genialny :devil:
I malfoyowy Malfoy:
Potter był kompletnie pijany, Draco nie powinien tak tego wykorzystywać. Co oznaczało, że zrobię to z przyjemnością, pomyślał


Cały tekst jest pozytywnie rozwalający, dzięki tym wszystkim hopsasom i orgiom zamkniętym :hahaha: W ogóle Aev, powinnyście z Dai zdecydowanie dłużej ze sobą mieszkać, jeżeli powstają dzięki temu takie cuda :P
między mną a sobą nigdy nie dojdzie do zgody
Pa.she Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 78
Dołączył(a): 20 mar 2011, o 15:58
Lokalizacja: Krk

Postprzez Amanda » 12 maja 2011, o 12:13

* tarza się po podłodze ze śmiechu *

Autorka tego małego dzieła bez wątpienia sprawiła, że uśmiech nie zejdzie mi z twarzątka co najmniej do jutra i to mam szczere wątpliwości czy i na pewno. Co można napisać konstruktywnego na temat kompletnie pokręconej i absolutnie przecudownej miniaturki – rozśmieszacza.

Dobrze, to ja może zacznę od bohaterów, bo po pierwszej wizycie Pottera, tak na samym, samym początku to ja się przeraźliwie wystraszyłam, że dostałam do przetrawienia Pottera idiotę, ale na szczęście moje jednak nie dostałam, bo kiedy zaczął mówić na temat Ginny, to ja go sobie, a raczej moja wyobraźnia go sobie zwizualizowała i w mojej głowie przynajmniej miał to coś by go szczerze polubić, coś człowieka na pewnym poziomie, znającego życia i wiedzącego czego naprawdę chce. W słowach była taka siła, za którą niektóre kreacje Pottera po prostu kocham. I nawet później uwalony jakiś zielonym bimbrem bliźniaków nie stracił niczego z tego co zobaczyłam w tej małej przemowie o Ginny, a już końcówka. Mistrzostwo, kreacji Pottera w małym tekście.
Draco też niczego sobie, taki irytująco ślizgoński i t jego przemyślenia o krasnoludkach, albo podejście do swojej roboty. W ogóle Draco zabójcą, nie wiem kiedy i jak autorka wpadła na pomysł Draco z żyłką do interesów, którego genialny pomysł opiera się na swoich wrodzonych zdolnościach do mordowania, ale pomysł na pewno jest genialny i dla mnie, posiadającej masakryczne zaległości w fandomie, zupełnie nowy. Więc szacunek całkowity i pokłon, bo po prostu takiego Draco można pokochać. No i wątek z włosami, nieodłączny, przekochany wątek z włosami.
Ginny. Trudna sztuka, która miała chyba bardzo wytrwałego anioła stróża, że unikała wszelkich wyrachowanych i wymyślnych prób zamordowania jej i który według mnie musiał mieć ukrytą słabość do blondynów, że upilnował ją przez dachówkami, zatrutymi jabłkami, krasnoludkami łucznikami i Mrocznymi Wiedźmami, a zapomniał się akurat w pobliżu Draco i całkiem przypadkiem otwartej studzience kanalizacyjnej, czy aby na pewno otwartej przypadkowo? XD Biedna Ginny.... a może nie taka biedna, w sumie nie umiem się zdecydować XD

Sam pomysł naprawdę udany, napisany zabawnie, wręcz prześmiesznie, absolutnie lekko i smacznie. Bez wątpienia czytając to opowiadanie bawiłam się przednio i sprawiało mi ono w lekturze radość oraz odprężenie. Pisz autorko, pisz więcej, bo kiedy i gdzie nie bawić się równie przyjemnie jak w obecności dobrego, odpowiednio wyważonego i przyjemnego tekstu.
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez Madialene » 17 lip 2011, o 09:49

Zawsze się zastanawiałam, co by się stało, gdyby w świecie Pottera pojawiły się Gildie ze Świata Dysku. Myślę, że Skrytobójców można juz odhaczyć ^^

Lubię teksty z perspektywy Draco, a tutaj jego komentarze były wprost zabójcze. Ale w sumie czego się spodziewać po szefie TAKIEGO przedsiębiorstwa. Potter jak zwykle wyszedł na psychopatę, ale to mnie już nie dziwi. W końcu tylko Złoty Chłopiec na dopalaczach jest w stanie zrobić coś takiego. I współczuję sekretarce, jeśli przypadkiem ich znajdzie ; D
ObrazekObrazekObrazek

Świat byłby lepszy, gdybyśmy uprawiali seks z elfami.
Madialene Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1
Dołączył(a): 15 lip 2011, o 12:45

Postprzez Evey » 26 lip 2011, o 11:13

Hahahahahaha :seksi:
Aevenien, jestes geniuszem zła!

Dawno nie czytałam żadnej miniaturowej komedii, więc pomyślałam - a co mi tam. Malfoy, Harry i zabicie Ginny? Co za piękny scenariusz.
Rozbroiła mnie kompletnie legalna działalność Malfoya. Tylko cudowny Dracon mógł być właścicielem firmy oficjalnie oferującej morderstwa. A to że Potter postanowił tam zajrzeć? Jeszcze lepiej. Taki Harry zdecydowanie mi się podoba - co tam skrupuły, ważne, że jest pragmatyzm. Dobrze gość wykombinował z tym majątkiem.
A co do Ginny - od zawsze wiedziałam, że jest suką. :D
Haha a to zakończenie, Potter wpadający do Malfoya na dziki seks :serce: Dziwię się, że od razu nie wyniuchał podstępu w zielonej miksturze bliźniaków. I to oczywiste, że i tak przyszedłby do Dracona w tak samo oczywistych zamiarach! Przeznaczenie to przeznaczenie.

Bardzo mi się podobało, lekko, ładnie, zgrabnie. Świetny język, całość kipiąca humorem, pomysł idealny.
Więcej takich tekstów i weny życzę.
Nasza miłość na pewno wciąż trwała, ale po prostu była bezużyteczna, [...] bezwładna w nas, jałowa jak zbrodnia lub potępienie. Była tylko cierpliwością bez przyszłości i upartym czekaniem.
A. Camus, Dżuma
Evey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 327
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 11:39
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Aubrey » 12 gru 2011, o 01:18

Nie traktowałam poważnie zapowiedzi Akame, że masz, Aev, syndrom martwej Ginny. Powinnam była...
Opary absurdu wyciskają łzy z oczu :D Konwencja jest po prostu komiksowa, a determinacja wszystkich zainteresowanych, by pozbyć się rudej wywłoki - godna mojego osobistego kocura w trakcie polowania! Wizja Draco prowadzącego agencję wyrywania chwastów, i to jeszcze pod szyldem "Na tamta stronę", była cudna. Ale gdy dotarłam do tego akapitu:
Dopóki nie przypominał sobie o nowej ustawie opodatkowującej morderstwa. Draco domyślał się, że te skąpe, pomarszczone kurduple musiały dorwać jakoś jego księgi finansowe. No a jak już zobaczyły, jakie piękne sumki przechodzą im obok nosa zupełnie nieopodatkowane…
Ale w sumie, nie wyszedł na tym aż tak źle. I mógł odpisać sobie koszty wynajmu lokalu, co było bardzo przyjemne, bo płacił majątek za swoje biuro w najlepszym punkcie Nokturnu.
Gdyby nie te składki zdrowotne, to byłoby naprawdę nieźle, ale w końcu nie można mieć przecież wszystkiego.

...wizja stała się prawdziwie bezcenna *.* Poczułam się jak w pracy :lol2:
Kogoś innego zabiłoby to wszystko na miejscu, ale Draco był Ślizgonem. I Malfoyem. I człowiekiem, dzięki któremu zalegalizowano płatne zabójstwa, bo tak rozkręcił ten biznes, że nie mogli mu odpuścić takich podatków.
:seksi:
Jestem przekonana, że Lu jest dumny z syna. Nie dość, że trzepie mamonę, to sam rąk nie brudzi.
Siedmiu krasnoludków na umowę zlecenie o kropnięcie Ginny to mistrzostwo świata :lol: A imiona noszą co jedno, to lepsze :hahaha:
— Chcieliśmy ją ustrzelić z kuszy, ale Maurycy — widzisz w jakim jest teraz stanie?! Kto nam zwróci za terapeutę? — chybił pierwszy raz od trzydziestu lat.
*spadła z kanapy*
Draco przewrócił oczami, profilaktycznie cofnął się o dwa kroki i nadepnął na kota. A raczej dziwne wyleniałe stworzenie, które ktoś, przy dużej dozie wyrozumiałości, mógłby nazwać kotem. Draco przypominało to raczej połączenie nietoperza albinosa z pomarszczonym skórzanym workiem, ale cóż, to było ukochane zwierzątko Mrocznej Wiedźmy, więc zachował te uwagi dla siebie. W każdym razie rzekomy kot miauknął przeraźliwie, wczepił się ostrymi pazurami w jego łydkę i po długiej, bolesnej chwili puścił swoją zdobycz, i obrażony oddalił się na swoje posłanie.

Ooo, egipski :lol2: Kolejna perełka! Wszystkie kotki nasze są :D
Może zbluźnię, ale drarry jest tu dla mnie pro forma - sednem jest misja zabicia Ginny, a realizacja przypomina próby Kojota, by wykończyć Strusia Pędziwiatra :D A i koniec jedynie słuszny - nawet nie dachówka... :lol2:
Zdecydowanie odwykłam od komentowania, więc wybacz ten nieskładny bełkot... Anyway - podobało mi się ogromnie :D
Edit: Ach, racja - zielony, dymiący zajzajer! Ów skojarzył mi się z Jakubem Wędrowyczem - bliźniacy mogliby się od niego uczyć :lol2:
But it must be even more troublesome for you to like both sexes. I mean, you'd be doubling the annoyance factor, wouldn't you?
Aubrey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 6 gru 2011, o 02:11

Postprzez byarenlight » 27 gru 2011, o 01:07

O Boże. Jakie to ładne. Jakie zabawne (to będzie taki mój znak rozpoznawczy. xD)
Właściwie zawsze chciałam Ci to powiedzieć, teraz mi się przypomniało. KOCHAM ten dialog:
— Ale zdajesz sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak rozwód? — zapytał, dalej wytrącony z równowagi.
Potter śmiał przewrócić oczami.
— Nie, Malfoy, pierwszy raz o tym słyszę, myślałem, że po prostu wszyscy się mordują, jak mają siebie dość.

Kocham, rozumiesz?! Najwspanialsza ironia świata. Potter jest tu po po prostu miodny.
No i pomysł zacny! Morderstwa to właściwie jeden z moich ulubionych tematów, a w połączeniu z humorem to już w ogóle, mogę serenady układać na część takiego połączenia. No i te sposoby uśmiercenia Ginny :hahaha: Ustrzelić z kuszy. Przepraszam bardzo, ale umarłam. Coś często umieram przy Twoich tekstach, Aev. Też się trudnisz płatnymi morderstwami?
pseudonimy w stylu Gapcio i inne „hopsasy”

Jezu, czy tylko mnie zawsze śmieszą takie dziwne rzeczy xD "I inne hopsasy" - cóż za uogólnienie.
Potter był kompletnie pijany, Draco nie powinien tak tego wykorzystywać. Co oznaczało, że zrobię to z przyjemnością, pomyślał

Czyż to nie jest kwintesencja Malfoya?
I człowiekiem, dzięki któremu zalegalizowano płatne zabójstwa, bo tak rozkręcił ten biznes, że nie mogli mu odpuścić takich podatków.

Boże, jakie to życiowe. Uwielbiam życiowość. Cudowne. I te składki zdrowotne... xD

Aev, mam nadzieję, że Twoja kariera pisarska na dwóch fikach się nie skończy, bo ja chcę MOAR
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez Veldrin » 6 sty 2013, o 02:34

To chyba najlepsza robota na świecie, takie zabójstwa na zlecenie. Zastanawiałam się kiedyś, jak by to było być takim płatnym zabójcą i aż się zdziwiłam, kiedy ten pomysł wydał mi się genialny. Anyway. Podobało mi się bardzo, a parę tekstów mnie zabiło.

— Jakby to… tego no… chcężebyśzabiłmojążonę — wymamrotał coś w końcu, nie żeby Draco zrozumiał z tego choć pół słowa.
— Potter, ja wiem, że zabiłeś Czarego Pana i uratowałeś świat. I rozumiem, że ludzie potrafią ci w związku z tym wiele wybaczyć. Ale, do cholery, nikt ci wcześniej nie napomknął, że mówienie polega na otwarciu ust i wyraźnym artykułowaniu głosek? Tak, żeby twojemu pechowemu rozmówcy jakimś cudem udało się jednak zrozumieć, co chcesz powiedzieć? Bo to jest dosyć ważne, jakbyś nie wiedział. No więc?
— Chcę zlecić ci zabicie mojej żony — burknął w końcu Potter cały czerwony i natychmiast spuścił wzrok, śledząc z zainteresowaniem wzory na dywanie.
Draco przez chwilę przetwarzał tę absurdalną informację i w końcu wybuchnął śmiechem.
— Nie wiem, co jest nie tak z twoją głową, ale widać musiało ci się znacznie pogorszyć. Tak czy inaczej, nie zgadzam się, miło było, możesz już iść, drzwi są tam — rzucił szybko Draco, dla pewności wskazując kierunek dłonią, bo Potter ześwirował już do reszty i mógł mieć problemy nawet z trafieniem do wyjścia.
Potter jednak wcale nie wyglądał, jakby miał zamiar się ruszać z miejsca. Draco westchnął.
— Wyjście jest w tamtą stronę — powiedział powoli, przypominając sobie, że do wariatów należy mówić wolno i wyraźnie. — Jak wstaniesz z krzesła i się odwrócisz, to po zrobieniu jakichś siedmiu kroków znajdziesz się przed drzwiami i wtedy…


Kocham <3

— Ale zdajesz sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak rozwód? — zapytał, dalej wytrącony z równowagi.
Potter śmiał przewrócić oczami.
— Nie, Malfoy, pierwszy raz o tym słyszę, myślałem, że po prostu wszyscy się mordują, jak mają siebie dość.


Ha ha ha ha ha, o Boże nie mogę xD To by było gdyby wszyscy się mordowali gdyby byli sobą zmęczeni :D Miałabym już na sumieniu całkiem sporo ludzi :D

Draco trochę się zaniepokoił. A jak ta nieśmiertelność Pottera przenosiła się wraz z nazwiskiem? To byłaby katastrofa. Ale z drugiej strony Voldi bez problemu machnął za jednym razem dwóch Potterów, więc chyba nie powinno być problemów.


Voldi wymiata :hahaha:

„mission impossible, nawet Tom Cruise by nie pomógł, głupota ofiary przekreśla wszystkie próby pozbawienia jej życia, what a bitch!”


Zauważyłam, że brakuje mi słów pomału :D

Po godzinie czekania jego ofiara w końcu raczyła wyjść z salonu fryzjerskiego. Draco nie zauważył co prawda żadnej różnicy, rude kłaki to rude kłaki, są prostackie i ordynarne, co by się z nimi nie robiło. A jak się jeszcze nie ma gustu i zakłada błękitny płaszcz… Ona po prostu prosiła się o tę dachówkę!


O tak Draco, brak gustu na pewno należy wyplewić. W ten czy inny sposób... co za różnica? :P

Draco z duszą na ramieniu, owinięty zasłoną, zajrzał za drzwi. Owszem, wisiała na nich karteczka. Ze słowami: „Orgia zamknięta, wróćcie jutro. Albo lepiej pojutrze”. Draco szybko zerwał kartkę i zatrzasnął drzwi do gabinetu, dziękując w duchu, że było jeszcze na tyle wcześnie, że nikt tego nie zobaczył.


Potter rulez xD
- Chciałbym z tobą pogadać, Draco.
- To dobrze, bo gdybyś tak od razu chciał się na mnie rzucić i przelecieć pod ścianą, musiałbym stanowczo powiedzieć 'nie'. Nie jestem taki łatwy. - Draco namyślał się chwilę, taksując Harry'ego wzrokiem. - Kłamałem. Jestem łatwy. Możesz mnie przelecieć bez gadania.
Veldrin Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 535
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 10:43
Lokalizacja: K-ce


Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości