[Z] Wibrysa 5/5

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez NewBroomstick » 23 wrz 2011, o 13:45

Autor: NewBroomstick
Pairing: DM/HP
Rating: NC17
Gatunek: podobno angst
Ostrzeżenia: koło kanonu nawet nie leżało; brak happy endu; wulgarne słownictwo

1.
Budzi się raptownie z ciężkiego snu, spocony i z przykurczoną szyją; skopany koc pęta mu stopy. Za oknem dopiero szarzeje, więc spał nie dłużej niż dwie godziny. Siada na łóżku, całkowicie, przeklęcie trzeźwy, i spogląda na zielony wyświetlacz budzika. 4:06. Wewnętrzny zegar bólu działa niezawodnie. Od ponad trzech tygodni budzi się codziennie kilka minut po czwartej i leży, wlepiając oczy w sufit, aż o siódmej zadzwoni budzik i będzie mógł udawać, że zaczął się nowy dzień. Czasem przekręca głowę i patrzy w ścianę, bo ból dławi go tak, że nie może oddychać, i ma wrażenie, że jeśli w końcu uda mu się wydobyć z siebie histeryczny szloch, który od ponad trzech tygodni zaciska mu krtań, po prostu go to rozerwie.
     Dziś jest jakoś inaczej. O tej porze, w martwej godzinie, kiedy ustał gwar wieczoru i nie zaczął się jeszcze ruch poranny, zazwyczaj panuje zupełna cisza, ale teraz jakiś nieokreślony dźwięk przebija się przez jednostajny szum deszczu. Draco podchodzi do uchylonego okna — musiało zacinać, bo na parapecie utworzyła się mała kałuża — i nasłuchuje. Coś piszczy? Ptak? Wiedziony irracjonalnym odruchem (co go obchodzi jakiś ptak) otwiera drzwi tarasowe i rozgląda się po ciągle mrocznym, zasnutym deszczową mgiełką ogrodzie. Pusto, nawet gałązka się nie porusza. Słyszy pisk całkiem z bliska i wreszcie patrzy pod nogi.
     Na tonącej w wodzie gumowej wycieraczce siedzi absurdalnie małe i paskudne stworzonko, w którym Draco po kilkunastu sekundach nie bez trudu rozpoznaje doszczętnie przemoczone kocię, i rozdziawia uniesiony pyszczek w dość cichej, ale przeraźliwej skardze. Dźwięk powtarza się rytmicznie i Draco otrząsa się z odrętwienia. Przez chwilę walczy z pokusą zamknięcia drzwi i powrotu do prawdopodobnie ciepłej jeszcze pościeli. W końcu z lekką odrazą i znacznie większą obawą — czy coś tak małego można w ogóle brać do ręki? — schyla się i ostrożnie chwyta zwierzątko. Ciałko jest zimne, mokre i nieprzyjemnie wiotkie, ale bynajmniej nie bezwładne: pazurki przednich łapek natychmiast wczepiają się w jego palec. Draco klnie i opanowuje chęć odrzucenia potworka na trawnik.
     Machinalnie wchodzi do domu, zamyka drzwi, zgarnia z łazienki ręcznik, drżącymi rękami — drżą od tamtego dnia — owija zmoklaka tak, że wystaje tylko łepek. Po chwili wahania szepcze dodatkowo zaklęcie osuszające: Siccatus. Zawsze lubił łacinę. Siccus* — to słowo nawet brzmi sucho. Szpiczaste i jałowe jak on sam. Oculi sicci**. Lacus siccus***. Kociak szczęśliwie przestał wydawać te swoje natarczywe jęki, teraz tylko patrzą na niego mętne bladoniebieskie ślepka, które zresztą zaraz przymykają się, otwierają jeszcze na moment i zamykają na dobre. I co teraz? Chyba trzeba go nakarmić? Tylko czym, do cholery?
     Draco włącza komputer, wpisuje w wyszukiwarkę: weterynarz, Londyn, dyżur nocny, i z westchnieniem wybiera numer.
     — Pogotowie weterynaryjne, słucham — odzywa się niezbyt przyjazny kobiecy głos.
     — Znalazłem kota, małego — mówi. — Nie wiem, co z nim zrobić. Co mu dać jeść.
     — Jak małego? — przerywa kobieta.
     — No, bardzo. Mie… Mieści się w dłoni — kontakt z tym typem niewiast, jaki niemylnie rozpoznaje po drugiej stronie, zawsze przyprawia Draco o jąkanie. Zawsze na literze m. Jak Ma… Malfoy. — M…miauczał, a teraz śpi.
     — Proszę z nim przyjechać.
     Trzask. No po prostu niewiarygodne.
     Wściekły sprawdza adres na mapie — szczęśliwie to tylko kilkanaście przecznic — wciąga coś na grzbiet, no i jedzie. Kretyński becik z kotem na siedzeniu pasażera, z tyłu głowy zawiązek migreny.
     Jest jeszcze gorzej, niż zapowiadało się przez telefon. Lekarka ma ze czterdzieści lat, krzywo ostrzyżoną blond strzechę na głowie i jest o dobre pięć cali od niego wyższa. Draco natychmiast traci resztki kontenansu. Zanim daje radę coś wykrztusić, kobieta szorstkim gestem odbiera od niego pałubę z ręcznika. Wyłuskany z zawoju kotek ma czarniawe rzadkie futerko, właściwie puszek, nadal zamknięte ślepka i leży nieruchomo, maleńka ciemna kupka na wielkim stalowym stole. Lekarka bierze między dwa palce skórę na grzbiecie i kręci głową.
     — Odwodniony i wyziębiony — mówi beznamiętnie. — Najwyżej cztery tygodnie, powinien jeszcze być przy matce.
     — Zdechnie? — pyta Draco bez namysłu. Jakoś zaschło mu w gardle.
     — Prawdopodobnie — kobieta wzrusza ramionami i odwraca się od stołu. Zanim Draco zdąża się oburzyć i powiedzieć: „To niech pani coś zrobi”, wraca z dwiema jednorazowymi strzykawkami w ręku.
     — Daję mu zastrzyk z glukozy i steryd. To go na chwilę postawi na nogi przynajmniej na tyle, żeby mógł go pan nakarmić, bo teraz jest zbyt osłabiony, żeby ssać.
     Ssać? Wizja ogrzania kociaka przy kaloryferze, nafaszerowania wczorajszym kurczakiem i wystawienia za drzwi odpływa w niebyt.
     — Ma… Mam go karmić butelką?
     — Nie, piersią… A jak się panu zdaje?
     Draco poznał w życiu wielu obcesowych uzdrowicieli, to chyba jakaś ich choroba zawodowa, ale ta mugolka bije na głowę wszystkich weredyków i cyników ze Świętego Munga.
     — Dam panu teraz buteleczkę modyfikowanego mleka dla kociąt, a o dziewiątej kupi pan więcej w sklepiku w przyziemiu.
     — Nie mo… może być krowie?
     — A czy to jest pana zdaniem cielę?
     Draco przewraca oczami.
     — O dziewiątej od godziny będę w pracy.
     — No cóż, to pański kot.
     — To nie jest mój kot! — protestuje.
     To Harry lubił zwierzęta. Przez rok męczył go o psa, głaskał wszystkie kundle na ulicy, napomykał o zaletach rozmaitych ras, rozkładał w kiblu kolorowe gazetki ze zdjęciami harcujących szczeniaków, a Draco nieodmiennie ucinał rozmowę. Żadnej sierści na ubraniach i śladów łap na sofie. I wstawania o świcie, żeby bestię wyprowadzić (niech żyją eufemizmy). Nie, nie, nie. Może w przypadku Harry’ego kłaniało się wychowanie, ale Draco nie mógł zrozumieć tej szczególnej mugolskiej potrzeby posiadania zwierzątek domowych. Psy, koty, chomiki, papugi, rybki, patyczaki – na Merlina! W czarodziejskim świecie do zwierząt podchodzi się bez sentymentów. Należy im się szacunek i dobre traktowanie, o ile są użyteczne. Nie przeszłoby mu przez myśl przywiązać się do sowy. Teraz żałuje, że nie zgodził się na cholernego psa. Zostałby mu chociaż cholerny pies. Ich pies.
     — Znalazł go pan w swoim ogródku, przywiózł do weterynarza, a za chwilę zapłaci pięćdziesiąt funtów za wizytę…
Szlag.
     — …więc chyba jest pański, panie…?
     — Malfoy. Draco Malfoy — mówi przesadnie wyraźnie. Nagle czuje się bardzo, bardzo zmęczony.
     Babsko siada przy biurku i zaczyna coś zapisywać. Kotek nadal leży na metalowym blacie i Draco łapie się na myśli, że pewnie mu zimno. Ostrożnie otacza dłońmi kruche ciałko. Malutki bok ledwo dostrzegalnie wznosi się i opada w szybkim, płytkim oddechu.
     — Wypisałam panu, co trzeba robić. Jeśli kot przeżyje do wieczora, proszę przyjechać na następny zastrzyk, powiedzmy o dziewiętnastej. Na razie, szczerze mówiąc, nie ma sensu zakładać mu książeczki zdrowia.
     Najwidoczniej to wszystko. Draco wykłada pięć banknotów, zgarnia, nie patrząc, kartki, które podała mu lekarka, owija kociaka z powrotem w ręcznik i zmierza do drzwi. Czuje, że musi stąd wyjść jak najprędzej. Ale Stóg Siana jeszcze z nim nie skończył.
     — Panie Malfoy! — głos ma nadal suchy, ale jakby lekko rozbawiony. — Nie jest pan ciekaw… płci dziecka?
     Draco prycha.
     — To kotka.
     Bezpieczny na korytarzu, patrzy na aluminiową tabliczkę przytwierdzoną z okrutną precyzją pośrodku drzwi w jednej czwartej ich wysokości. Lekarz weterynarii June Overwhelm****. Jakże adekwatnie.

* Siccus (łac.) — suchy.
** Oculi sicci (łac.) — suche oczy.
*** Lacus siccus (łac.) — wyschnięte jezioro.
**** Overwhelm (ang.) — obezwładniać, przytłaczać.
This owl will self-destruct in five seconds
NewBroomstick Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 266
Dołączył(a): 6 sie 2011, o 16:33

Postprzez Ptasiek » 23 wrz 2011, o 13:47

No proszę.
Objawił nam się nowy drarrowy talent.
Nie mam zamiaru poklepywać Cię po plecach, sama wiesz, że to, co piszesz, jest dobre.

Widać, że przerobiłaś przygarnięcie małego kota. ;) Też mam takie za sobą, więc wszystko wyglądało aż nadto znajomo. Łącznie z moim lamerstwem w temacie obsługi tego zwierza. W tej chwili oczywiście moje doświadczenie jest o niebo większe, w końcu co trzy koty, to nie jeden. :D

A teraz przejdźmy do konkretów.
Bardzo mnie zainteresował ten tekst. Draco obciążony bólem (nie zdecydowałam jeszcze - psychicznym, w rodzaju tęsknoty, czy fizycznym?), nieobecny Harry - odszedł czy umarł?
Kot, skąd się tam wziął i jaką odegra rolę?
Wszystko przedstawione tak, że aż chce się czekać na ciąg dalszy.

Opisałaś fascynujący drobiazg, oryginalny:
– No, bardzo. Mie… Mieści się w dłoni – kontakt z tym typem niewiast, jaki niemylnie rozpoznaje po drugiej stronie, zawsze przyprawia Draco o jąkanie. Zawsze na literze m. Jak Ma… Malfoy. – M…miauczał, a teraz śpi.

To mi się bardzo podobało.

Masz wciągający, lekki styl, pięknie operujesz słowem. Opisy są skondensowane, ale plastyczne. Tekst w ogóle nie wygląda na debiut, zwłaszcza że nie podajesz bety. Jedyne, do czego mam zastrzeżenie, to długość rozdziału - jest nieprzyzwoicie krótki. I trochę zastanawia mnie ta liczba 5, bo forma ostateczna będzie musiała być bardzo przemyślana.

Na koniec drobna uwaga natury technicznej (jeśli zechcesz ją rozważyć, będzie mi bardzo miło).
Wiedziony irracjonalnym odruchem (co go obchodzi jakiś ptak) otwiera drzwi wejściowe i rozgląda się po ciągle mrocznym, zasnutym deszczową mgiełką ogrodzie.

Jak znalazł się przy drzwiach wejściowych? Spał w przedpokoju?
Kiedy opisywałaś, jak leży w łóżku, wyobraziłam sobie sypialnię, a tu nagle bez żadnego uprzedzenia on otwiera drzwi wejściowe. To wprowadziło dysonans i oderwało mnie od dalszego czytania, rozproszyło. Może lepiej byłoby kilkoma słowami opisać drogę do drzwi, umiejscawiając przy okazji jego łóżko (coś w stylu: "Opuścił sypialnię i zszedł do holu..." czy gdzie tam mieściło się jego posłanie).

Czekam na ciąg dalszy, mam nadzieję, że nie będę musiała czekać długo. :D
Pozdrawiam.
Ptasiek Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 115
Dołączył(a): 4 gru 2011, o 14:33

Postprzez Miss Black » 23 wrz 2011, o 13:48

Dostałam od kogoś wiadomość, której wymowa sprowadzała się do słów "przeczytaj to koniecznie". Przeczytałam i mam ściśnięte serce. I wcale nie dlatego, że tak mało jest polskich autorów drarry. I też wcale nie dlatego, że mało jest dobrych polskich autorów drarry. Serce mam ściśnięte, bo udało Ci się poruszyć uczucia, które ostatnio wypłynęły na wierzch, gdy czytałam "W słowach kłamców, w głupców snach". Nie lubię smutnych rzeczy, wręcz omijam je świadomie, ale jest rodzaj tekstów, których nie potrafię sobie odmówić. I ten się do nich zalicza. Obudziłaś nadzieję, dziewczyno i dla Twojego dobra lepiej, żebyś ten tekst dokończyła. A jeszcze lepiej, by nie był ostatnim. ;)
A teraz przejdźmy do meritum. Masz smykałkę do opisów. Niby nic, zwyczajny poranek, który rozpoczyna się wspomnieniem koszmaru. Scena, jaką do bólu znamy z setek fanficków. Ale wiesz co? Uświadomiłam sobie to dopiero teraz, pisząc ten komentarz. Potrafisz zwykłemu opisowi tak nadać charakteru, że czytelnik skupia się wyłącznie na nim i nie szuka odniesień do tego, co już znane. Włączasz detale, jak choćby kałuża na parapecie po niedawnym deszczu, które łączą fikcję z naszym codziennym życiem i sprawiają, że czytelnik bez trudu przenosi się w kreowany przez Ciebie świat. I to już jest magia.
I narracja ma charakter! Lubię, gdy autorzy przykładają do tego uwagę. Może jeszcze nie do końca czuć w niej Draco, ale też mam wrażenie, że to nie będzie Malfoy, którego znamy z większości opowiadań fandomu. Skąd takie odczucie? Ano proszę: zdążyłam się już uśmiechnąć na tę wymianę zdań w gabinecie, nieco rozczulona zachowaniem Malfoya, a tu bum: "To Harry lubił zwierzęta". Coś przewróciło mi się w żołądku, bo oczywiście na wierz wypłynęły też te ręce Draco drżące od tamtego dnia. Nagle przeraziło mnie, czym w istocie może być „tamten dzień”. „Teraz żałuje, że nie zgodził się na cholernego psa. Zostałby mu chociaż cholerny pies. Ich pies.” - no i wszystko jasne. Oczywiście jestem niepoprawną optymistką (tylko jeśli chodzi o szczęśliwe zakończenia, rzecz jasna), więc już zdążyłam sobie wymyślić, że z pewnością mamy tu do czynienia z reinkarnacją. Kotek to Potter. Dlatego zjawił się jako niemowlak na wycieraczce Draco z szansami na przeżycie 1:1000000000000. Bardzo w jego stylu. Szczęśliwa zatarłam ręce, tylko po to, by przeczytać: „To kotka.”. Poczułam się wystrychnięta na dudka. Niemniej jestem zaciekawiona. I to bardzo. Co się stało, co się stanie i, najważniejsze, jakim człowiekiem po śmierci Pottera stał się Draco?
Życzę wena i czasu wolnego. Jak najwięcej! I radzę zatrudnić betę, zanim ktoś uzna to za pretekst do dyskwalifikacji Twojego opowiadania. Ja błędów nie zauważyłam, ale nie oznacza to, że nie istnieją. Poza tym dobra beta to zawsze pomoc. I savoir-vivre, o którym mówiłaś. ;)
Pozdrawiam serdecznie,
Miss Black

Edit: No tak. Przecież oni mogli się jeszcze rozejść. :sciana: Przeleciało mi to przez myśl, ale szybko i niepostrzeżenie. Z drugiej strony nie sądzę, by Draco się tak zmienił po zwykłym rozstaniu. Chyba, że A: mamy tu męską wersję Belli ze "Zmierzchu", B: zupełnie inne wydarzenia, być może towarzyszące ich rozstaniu, sprawiły, że trzęsą mi się ręce i głos przy pierwszej literze własnego nazwiska, co też jest znaczące. Podejrzewam Lucjusza, jeśli mnie pytać.
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Akame » 23 wrz 2011, o 13:50

1. MB, dzięki Ci za te Twoje teorie spiskowe. Poczułam się mniej osamotniona xD Też nie sądzę, żeby się rozstali. Trzęsące się dłonie, wspomnienie o psie, fizyczny ból i pamiętna czwarta rano, to nie są objawy zwyczajnej depresji po rozstaniu z facetem. Ja bym stawiała na jakąś klątwę, która dosięgnęła Harry'ego. Walkę z kimś, być może Draco również oberwał, ale nie tak mocno? Hmm... Zakładam również, że to już jest po wojnie i chodzi o jakieś niedobitki śmierciożerców, lub osoby, którymi nie spodobał się związek Wybraniec/Śmierciożrca/bądź, syn Śmierciorżercy. Oczywiście mogę się mylić i autorka nas czymś zaskoczy :D

2.
Liberi napisał(a):Jak znalazł się przy drzwiach wejściowych? Spał w przedpokoju?
Kiedy opisywałaś, jak leży w łóżku, wyobraziłam sobie sypialnię, a tu nagle bez żadnego uprzedzenia on otwiera drzwi wejściowe.

A ja znowu widziałam drzwi balkonowe/wyjściowe, prowadzące do ogrodu. Taka sypialnia z dużym oknem balkonowym. Może dlatego, że zawsze mi się taka marzyła? :)

3. No i doszłam do sedna... Czy to jest angst? Bo jeżeli to jest dramatyczny angst z złym zakończeniem, to poproszę o wywieszkę "Wchodzisz na własną odpowiedzialność". Wtedy spokojnie spakuję swoje zabawki i podziękuję serdecznie. Może być piękne, cudne i w ogóle ach, ale ja dla zasady angstów nie czytam. Mam potem depresję, schizę, traumę i w ogóle jest mi źle O.o

4. Masz talent! I jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Pierwszy rozdział mnie urzekł i nie przyczepię się tutaj do niczego bo musiałabym być wredna na siłę :) Od początku są emocje i to takie całkiem ciekawe. Jest strach, lęk, ciekawość, żal... człowiek czyta i robi się nieszczęśliwy gdy zobaczy koniec rozdziału. Mam nadzieję, że szybko zaktualizujesz i nie każesz nam czekać. Podoba mi się Twój Draco, jest taki... mugolski. Prowadzi samochód, ma elektroniczny budzik i ogólnie żyje jak mugol. Intrygujące.

Zaciekawiłaś mnie, bardzo mi się podobało. Pozdrawiam ciepło, życzę weny i czekam na więcej :)
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez NewBroomstick » 23 wrz 2011, o 13:54

Dobrego zakończenia to, yyy, nie będzie. Ale nie zafunduję Wam drugiego Kiss me with fire, obiecuję.
This owl will self-destruct in five seconds
NewBroomstick Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 266
Dołączył(a): 6 sie 2011, o 16:33

Postprzez Ptasiek » 23 wrz 2011, o 13:55

Ech, no to pozamiatane. :?
Szkoda, że nie przeczytam tego do końca.
Ptasiek Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 115
Dołączył(a): 4 gru 2011, o 14:33

Postprzez MargotX » 23 wrz 2011, o 13:55

Zachęcona wskazaniem Liberi, weszłam, przeczytałam... i załamka :( Zainteresował mnie Twój tekst, widać, że naprawdę pisanie przychodzi Ci z łatwością, że umiesz, w pozornie bezosobowy, jakby obojętny sposób, przekazać wcale nie lekką i łatwą treść. Te emocje, które tu zawarłaś nie tchną żadnym patosem, zbędnym dramatyzmem, to jakby beznamiętny opis, a bardzo wymowny. Nie byłabym w żaden sposób odkrywcza w tym, co piszę, bo moje poprzedniczki powiedziały już właściwie wszystko, co może nasunąć się po lekturze tak niewielkiej ilości tekstu. Skąd więc załamka? Ano właśnie... uciekam od angstów jak tylko mogę, szczególnie od tych, które mają złe, smutne zakończenia, a tu nie zanosi się na nic lepszego... Jak przeczytałam
Czasem przekręca głowę i patrzy w ścianę, bo ból dławi go tak, że nie może oddychać, i ma wrażenie, że jeśli w końcu uda mu się wydobyć z siebie histeryczny szloch, który od ponad trzech tygodni zaciska mu krtań, po prostu go to rozerwie.
, a następnie
Teraz żałuje, że nie zgodził się na cholernego psa. Zostałby mu chociaż cholerny pies. Ich pies.
, to już wiem, że Harry'ego nie ma najprawdopodobniej w życiu Draco (już), że spotkało ich coś złego, bolesnego. Nieee, czemu osoby, które mają dobry warsztat i coś do powiedzenia, mają też przeważnie zacięcie do dramatów???
To nie zarzut do Ciebie, skoro akurat taką fabułę sobie wymyśliłaś, ale ja już najprawdopodobniej reszty nie przeczytam, nie chcę, przeżywam jak głupia takie teksty, nie dociera do mnie, że to jedynie fikcja literacka, nie chcę i tyle. I ponawiam apel Akame: wywieszka nad takimi tekstami!!!
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2064
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Akame » 23 wrz 2011, o 13:57

Dobrego zakończenia to, yyy, nie będzie. Ale nie zafunduję Wam drugiego Kiss me with fire, obiecuję.

No... domyśliłam się. No cóż, jak już powiedziałam, A, to muszę powiedzieć B, czyli... będę Cię przeklinać, ale doczytam do końca ;) Za bardzo mnie zaintrygowałaś, abym teraz zwiała. Szkoda tylko, że już mnie brzuch zaczyna boleć na samą myśl, co Ty tam wymyśliłaś... :zal:
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Donnie » 23 wrz 2011, o 13:57

Jestem zauroczona.
Lubię taki styl, tworzący od razu gotowe wrażenia, bez pośrednictwa jakichkolwiek analiz tego, co czytam. Te można sobie zrobić później, dla przyjemności, biorąc do ręki tekst drugi raz, i trzeci, i kolejny...
Chodzi mi coś po głowie o śmierci i reinkarnacji, ale tylko tak sobie, niezobowiązująco, myśli robią sobie po prostu spacerek po błoniach skojarzeń ;)

Na razie tyle.
Wiem, to telegram, a nie komentarz, ale chciałam pozostawić ślad.
No i szefowa dyszy mi w kark, co za dzień :x
Nothing hard
Nothing wet
Nothing naked, well not yet
Donnie Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 385
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:30
Lokalizacja: Berlin-Pankow

Postprzez AngelsDream » 23 wrz 2011, o 13:57

Bardzo interesujący styl. Zgrabny język. Trudna, intrygująco ujęta narracja i Draco związany nagle z małym, porzuconym kociakiem... Pocieszenie po stracie? Oby. Nie przepadam za typowymi angstami, wolę te, które zostawiają nam choćby kroplę nadziei, ale cierpliwie poczekam.

I chyba nie będę osamotniona w stwierdzeniu, że nie jest Ci potrzebna pełna beta, co najwyżej ktoś, kto przeczyta, doradzi, zwróci uwagę na dyskusyjne fragmenty.
AngelsDream Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 42
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:40

Postprzez Aevenien » 23 wrz 2011, o 13:57

Łał, raz poszłam spać wcześniej, a tu nowe drarry się pojawiło, może to jakaś reguła będzie? XD
I teraz tak. Ja tam widzę, że to ma być angst. A kotek jest kotką. I nie ma Harry'ego. I jak ja mam to czytać, pytam się? Mój wewnętrzny optymizm szepcze co prawda, że musi być happy end, ale coś powątpiewam. I teraz będę miała dylemat, ale skoro już zaczęłam... I tak, widzę Twoją uwagę, o braku dobrego zakończenia. Nie jestem z tego powodu zbyt szczęśliwa, bo teksty bez dobrego zakończenia, które czytałam mogę policzyć na palcach jednej ręki.
Bo wszystko przez to, że to się tak świetnie czyta. Bo tekst ma w sobie to "coś", zdecydowanie. Na szczęście mam swoją wyobraźnię i syndrom zaprzeczenia, więc trudno, będę miała swoje alternatywne zakończenie, może wtedy jakoś przeżyję. Ale skończmy ten bełkot o mojej niechęci do angstów.
Na początku powiem, że bardzo się cieszę, że trafiłaś na nasze forum i to od razu z taką niespodzianką. Bo ten tekst niespodzianką jest niewątpliwie i już my się o to postaramy, żeby to nie było Twoje ostatnie opowiadanie :D
Bardzo podoba mi się styl, klimat jest niepowtarzalny, a sam Draco przedstawiony w bardzo ciekawy sposób. Całość intryguje, wciąga i na koniec zostaje pytanie, ale co dalej, koniecznie chcę wiedzieć, co dalej! W głowie co prawda dalej dudni mi "angst, angst, angst", no ale cóż. A apel by się przydał jak najbardziej! Bo zobacz, co zrobiłaś, zagorzała przeciwniczka angstu właśnie go czyta!
Mam nadzieję, że nie każesz nam czekać na kolejną część zbyt długo, bo umieram z ciekawości. Draco żyje jako mugol? Gdzie pracuje? Co będzie z kociakiem? I gdzie jest Harry, umarł (nieee!), odszedł, wyjechał (i wróci ;)), zginął (wtedy zawsze może się znaleźć!) czy jeszcze coś innego.

Pozdrawiam serdecznie i weny!
Aev
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6215
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Nigra » 23 wrz 2011, o 13:57

Angst? Ja z zasady wolę angsty od innych typów fików i coś czuję, że tu będzie (już jest, po pierwszym rozdziale) mnóstwo emocji. Draco cierpi, czuć to przez cały rozdział ale co się stało z Harry'm, ja jak większość chyba obstawiam, że nie było to zwykłe rozstanie. Musiało się stać coś naprawdę złego. Ten ból Malfoy'a... Jako wielka miłośniczka kotów, mam nadzieję, że ten przeżyje.
Czekam na kolejny rozdział, mam nadzieję, że pojawi się szybko.
Pozdrawiam,
Nigra.
Obrazek

I just saw the face of god.
His name is Brian Kinney
Nigra Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 29
Dołączył(a): 8 sty 2011, o 22:20

Postprzez nataliiee » 23 wrz 2011, o 13:58

Nie powinno się komentować, nie wnosząc nic nowego, ale cóż... Wolę dać znać, że tekst mnie zaciekawił i będę czyhać na kolejne części :twisted:
Twój Mafoy skradł moje serce. Wreszcie prawdziwy Draco! To jak się jąka, jak drżą mu ręce, i nie potrafi zająć się małym kotkiem, myśląc, że jest przybyszem z kosmosu, sprawia, że nie da się go nie pokochać. W dodatku całość została tak napisana, że po przeczytaniu, każdy zastanawia się co miało miejsce te trzy tygodnie temu. Ja mam wrażenie, że Harry żyje... Prawda? :modli: . Ale ja kocham angsty i kocham ten ucisk w sercu, kiedy dzieje się coś przeraźliwie smutnego. Tak więc droga wolna.
A nawet jeśli Harry umarł, to Draco wytrzyma, bo teraz ma dla kogo żyć! Ma kotkę ;)
Pozdrawiam i oczywiście życzę weny :D
Nienawidzę komentować...
nataliiee Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1626
Dołączył(a): 1 sty 2011, o 19:02
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Havoc » 23 wrz 2011, o 13:58

Rany, co za zatrzęsienie komentarzy. Przez moment aż wydawało mi się, że trafiłam na inne forum. ._.''
Interesuje mnie fakt, czy te kilka minut po czwartej w nocy ma szczególne znaczenie, czy jest w ogóle nie powiązane z jakimś wydarzeniem. (Ja budziłam się kilka minut po trzeciej, kiedy... no, nieważne. W każdym razie godzina była raczej przypadkowa.) I czy Harry umarł. Bo takie miałam wrażenie, kiedy to czytałam, ale dopiero po komentarzach zorientowałam się, że czekają nas jeszcze cztery części (tylko pozazdrościć mi spostrzegawczości). Tak więc albo będzie o samym Draco i jego rozliczaniu się z przeszłością (retrospekcje?) i teraźniejszością (kot), albo gdzieś tam pojawi się jeszcze Harry. Albo będzie całkowicie inaczej.
Niech to, właśnie sobie przypomniałam, że to angst. No trudno, i tak go skończę. Chyba że drugi rozdział mnie dobije.
everyone is trying to find the perfect person but nobody is trying to be the perfect person
Havoc Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 308
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 09:18

Postprzez Nathali » 23 wrz 2011, o 13:58

Siedzę już jakiś czas z pustką w głowie. Naprawdę nie wiem, co napisać, a jakiś komentarz wypadałoby zostawić, bo ten tekst na to zasługuje. Zaczyna się naprawdę dobrze i daje nadzieję, że w przyszłości będzie jeszcze lepiej. To w końcu dopiero pierwszy rozdział, który w prawdzie jest intrygujący, ale traktuję go bardziej, jako zapowiedzieć tego, co możemy jeszcze otrzymać. Po takim smakowitym kawałku mam naprawdę spore oczekiwania.
Cóż... ja w przeciwieństwie do chyba większości wypowiadających się w tym temacie bardzo lubię angsty. Za tą gulę w gardle, za trafianie prosto w serce, uczucie, jakby ktoś próbował wypatroszyć moje wnętrzności. Genialny angst, to taki, który nie pozwala o sobie zapomnieć nawet, jeśli czytelnik bardzo by sobie tego życzył. Trudno jest coś takiego napisać, znacznie łatwiej przesadzić, przekroczyć cienką linię dzielącą tekst od bycia zbyt patetycznym, a patos może zepsuć nawet najlepsze opowiadanie. Do angstów mam szczególne wymagania i mam nadzieję, że ten mnie oczaruje, więc życzę powodzenia.
Zgadzam się, że zdarzyło się coś złego, bardzo złego. Najprawdopodobniej Harry nie żyje i nie mały w tym udział miał zapewne Lucjusz. To, że Draco wciąż to przeżywa, jest cały roztrzęsiony daje jasno do zrozumienia, że to było coś okropnego. Tylko co?
Kotka prawdopodobnie wniesienie trochę słońca do życia Draco. Być może tylko fragmenty z nią będą, choć trochę pozytywne.
Pozdrawiam,
Nath
Nathali Offline


 
Posty: 710
Dołączył(a): 3 lis 2010, o 14:31

Następna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron